[brak]

Relacja powstała w roku 1945, obejmuje wydarzenia z okresu od 1942 do 1945 roku.

Tekst podzielony na trzynaście części. Każda z nich omawia kolejne miejsca, do których Autorka była wysiedlana w omawianym okresie, każdy następny jest też krótszy od poprzedzającego. We wcześniejszych fragmentach więcej dat i szczegółów, następne uboższe w detale.

 

Cześć 1: "Wysiedlenie Warszawy"

Fragment rozpoczynający relację otwiera data 22 lipca 1942 roku. Autorka opisała trwające wysiedlenia z getta warszawskiego. Odnotowała, że z dnia na dzień zwiększały się wywożone z miasta kontyngenty. Na terenie dzielnicy organizowano kotły i łapanki, wśród pozostałych na miejscu panował coraz większy strach, niektórzy wpadali w panikę. Kobieta widywała też coraz więcej zwłok na ulicach, ofiar głodu i chorób, jak również i morderstw.

Autorka zapisała, że najlepszą ochroną przed zostaniem wywiezionym, była praca na rzecz Niemców. Nie zawsze jednak odpowiednie dokumenty chroniły przed wywózką. Jak odnotowała, z około z sześciuset tysięcy pracowników do szopów wróciło kilkadziesiąt tysięcy pracowników (patrz "uwagi"). Odnotowała też likwidację kolejnych szopów i warsztatów, co powodowało zwiększenie liczby ludności niezatrudnionej.

W następnym fragmencie relacji skoncentrowała się na przygotowaniach do wybuchu powstania w getcie warszawskim. Zauważyła, że wiele osób dołączało do powstańców, choć nie miało pojęcia o walce czy obsłudze broni. Wedle jej słów, Niemcy mieli nakłaniać Żydów do dobrowolnego opuszczenia Warszawy i wyjazdu do pracy w Poniatowie, Lublinie i Trawnikowie. Później przedstawiciele niemieckich władz rozpoczęli sukcesywną likwidację szefów szopów i ludzi podejrzanych o kolaborację z przedstawicielami żydowskiego ruchu oporu.

Autorka przytoczyła wiele przypadków okrucieństwa Niemców, opisała też pobieżnie walki trwające w getcie w czasie powstania. Zanotowała, że każdy, kto tylko mógł, uciekał z getta "na aryjską stronę". Jej samej nie udało się wydostać z dzielnicy.

Kolejny fragment, z datą 20 kwietnia 1943 roku, dotyczy akcji wysiedlenia getta. Autorka opisała wybuch powstania, reakcję niemieckich wojskowych oraz niszczenie znajdujących się na terenie dzielnicy budynków. Długi opis walk.

W tej samej części Autorka opisała swoje aresztowanie, oraz wysłanie jej do obozu w Lublinie (Lublin-Lotnisko). Na miejscu przeszła selekcję, po której dokonano izolacji osób chorych, zbyt chudych i starych. Odnotowała także, że zabrano jej własne ubranie i dano do noszenia zniszczone odzienie. Kobieta dużo miejsca poświęciła sadystycznemu zachowaniu strażniczek i warunkom panującym w obozie – 400 osób w jednym baraku, zaduch i wyczuwalna zgnilizna (od zmurszałych, drewnianych elementów). Opisała także dokonywane w obozie egzekucje, głównie przez powieszenie.

Ostatni fragment tej części relacji to opis spotkania z matką i bratem. Niedługo później jej brat zginął w czasie próby ucieczki. Matka, zobaczywszy jego ciało, dostała zawału i też zmarła. Siostra Autorki znalazła się zaś w grupie wywiezionej na śmierć w maju tego samego roku (dzieci i starcy przekwaterowani na krótko do wspólnych baraków).

 

Cześć 2: "Oświęcim"

Opis transportu i pierwszych wrażeń Autorki z obozu Birkenau. Kobieta zapisała, że wysłano ją do kąpieli, ścięto włosy i wytatuowano numer (47710). Kazano się też przebrać w obozowe ubranie.

W Birkenau panowały wówczas epidemie tyfusu i malarii.

Autorka podęła próbę ucieczki. Opisała ją dość dokładnie, tak jak i to, że postanowiła wrócić do obozu nie widząc możliwości bezpiecznego wyjścia z Birkenau, nie mając też gdzie się schronić za jego ogrodzeniem.

Po nieudanej ucieczce zachorowała na malarię i znalazła się w szpitalu. Tam dołączyła do grupy chorych na tę samą zarazę. Planowano wysłać ich na Majdanek w celu, jak zapisała, prowadzenia eksperymentów medycznych. Autorka postarała się nie znaleźć w następnej selekcji i dostać do tego transportu – widziała w nim szansę na ratunek przed pewną śmiercią. Znaczną część chorych likwidowano, by ograniczyć rozprzestrzenianie się malarii.

 

Cześć 3: "Majdanek II"

Autorka zapisała, że znalazła się "na szóstym polu na Majdanku do krematorium". Przebywała w tym miejscu trzy dni.

Pod datą 3 listopada 1943 roku odnotowała wymordowanie około 20.000 osób z Lubelszczyzny. Z grupy tej ocaleć miało 312 kobiet i 150 mężczyzn. Skierowano ich do "Aktion-Juden", grupy, która po zakończeniu przydzielonych prac, miała zostać zlikwidowana. W krótkim czasie przyszedł rozkaz, o którym napisała: "Radość nasza zwiększyła się jeszcze, kiedy po dwutygodniowym naszym pobycie nadeszło zawiadomienie, że Żydzi którzy pozostali a byli już skazani na śmierć, zostają ułaskawieni i otrzymują pełne prawa, mają możliwość leczenia się, oraz dostają najlepszą placówkę – szwalnię.".

Zapisała także, że w obozie panował spokój, więźniarki miały też stosunkowo dobre warunki. Do obozu przewieziono także transport dzieci, którymi wspólnie opiekowały się wszystkie więźniarki. Młodocianych zatrudniono w "koszykarni".

Autorka nie podała daty, zapisała za to informacje o nadejściu pisma cofającego rozporządzenie dotyczące ułaskawienia uprzednio skazanych więźniów. Ocalałe wcześnie 312 kobiet i 150 mężczyzn wysłano do Auschwitz, Polaków przebywających w obozie do Ravensbruck, resztę do Płaszowa.

 

Cześć 4: "Płaszów"

Autorka przybyła do obozu pracy w Płaszowie 15 kwietnia 1944 roku, zapisała, że wraz z jej transportem przeniesieni zostali strażnicy, a nawet psy obozowe. Na miejscu wszystkie więźniarki skierowano na kwarantannę. Później przydzielono im najcięższą pracę, strażnicy często posuwali się do bicia kobiet.

Kobieta poświęciła dużo miejsca stosunkom panującym między więźniami. Odnotowała, że Żydówki z Krakowa, które przebywały w Płaszowie dłużej, uważały kobiety z jej transportu za "element", złodziejki i ludzi gorszych od nich samych. Wyrazem tego były zaprowadzane przez kobiety z Krakowa porządki w barakach – nowe więźniarki miały spać na podłodze, bez kołder i poduszek, starsze stażem spały na pryczach (we trzy zajmowały przestrzeń przeznaczoną dla sześciu osób), niektóre z nich miały też posiadać własną pościel dobrej jakości.

Kolejne ustępy dotyczą nawrotu malarii i pracy, wykonywanej przez Autorkę. Kobieta zanotowała, że wysłano ją do cegielni. Zapisała także, że w miejscu tym często prowadzono szmugiel towarów spoza obozu, dzięki którym łatwiej było przeżyć.

14 maja w obozie przeprowadzono akcję likwidacji osób starszych, dzieci, chorych, ułomnych i wychudzonych.

W niedługo potem w obozie miała pojawić się plotka dotycząca ewakuacji więźniów do Wieliczki. Autorka zapisała, że część więźniarek została przewieziona do Radomia – w tekście informacje o "masowych ucieczkach z Radomia", brak jednak informacji o pochodzeniu wiadomości. Autorka znalazła się w grupie wywiezionych do Wieliczki.

 

Cześć 5: "Wieliczka"

Fragment otwierają informacje dotyczące przyjazdu do Wieliczki w lipcu 1944 roku. Obóz pracy znajdował się wówczas w budowie, wszędzie panował brud. Autorka zanotowała informacje o nieukończonych barakach i braku obozowej kuchni. Kobiety skoszarowano w pobliżu sadów, rosnące tam drzewa akurat owocowały, co pozwalało więźniarkom znaleźć coś do jedzenia. Z relacji wynika także, że pożywiały się dzięki rosnącym w okolicy krzewom owocowym.

Autorka ponownie sporo miejsca poświęciła relacjom między więźniarkami. W transporcie znalazły się wspomniane wcześniej Żydówki z Krakowa i tym razem ich celem stały się kobiety pochodzące z Tarnowa.

Po kilku dniach kobiety zaprowadzono do pracy (w ośmiogodzinnym trybie). Ich zadaniem było przygotowywanie terenu pod budowę fabryki amunicji. Niedaleko tego miejsca znajdowała się kopalnia, Autorka zapisała, że jej pracownicy przynosili kobietom paczki z jedzeniem i ubraniami. Część więźniarek, wedle relacji, wysyłano także do pracy w kopalni, gdzie kobietom pozwalano odpoczywać – w tunelach nie było strażników.

Autorka zanotowała, że antagonizmy między więźniarkami były niezwykle ostre i stawały się coraz bardziej dokuczliwe. Kobieta, która w Płaszowie pełniła funkcję więźniarki-strażniczki, w Wieliczce została odesłana do rozlewania innym więźniarkom zupy. Widząc Autorkę, z którą miała zatargi, oblała ją gorącym płynem. Oparzenia okazały się dość poważne, strażnicy postanowili za karę wysłać sprawczynię całego wydarzenia z powrotem do Płaszowa. Ta, zdając sobie sprawę z tego, że jej warunki znacznie się pogorszą, złożyła donos na Autorkę i tak obie znalazły się w tym samym transporcie.

 

Cześć 6: "Płaszów II"

Znaczna część tego fragmentu została poświęcona opisowi losu kobiet, które przystały na propozycję pracy poza obozem. Chętnym, więźniarkom Płaszowa, zaoferowano możliwość wydostania się z obozu. Kobiety, które chciały podjąć się pracy poza jego terenem, miały umieć pisać na maszynie i znać płynnie język niemiecki. Oferowano im mieszkanie i status osoby wolnej. Wedle słów Autorki okazało się, że kobiety wysłano do pracy na rzecz gestapo. Po krótkim czasie, gdy przestały być użyteczne, wszystkie zamordowano.

Autorka odnotowała także, że po niedługim czasie do Płaszowa wróciły więźniarki, uprzednio wysłane do Wieliczki. Wiązać się to miało z zarzuceniem planu budowy nowej fabryki.

W niedługo potem kobietę deportowano do Auschwitz.

 

Cześć 7: "Oświęcim II"

Autorka odnotowała, że do Auschwitz przyjechała wraz z transportem Żydówek z Węgier. Ponownie przeszła selekcję, po raz wtóry też obcięto jej włosy i przebrano w obozowe ubrania. Zapisała, że tym, które postanowiono pozostawić przy życiu, tatuowano numery obozowe. Ponieważ na jej ramieniu widniał już numer nadany w czasie pierwszego przyjazdu do Birkenau, postanowiono tylko odnowić go, nie nadając nowego. Nowe numery zaczynały się od litery "A", osoby je noszące miały być (wedle jej słów) przeznaczane do pracy na terenie III Rzeszy i dlatego od początku miały być lepiej traktowane.

Wedle relacji od listopada 1944 roku więźniów z tatuażami zaczynającymi się od litery "A" wysyłano do pracy na terenie obozu. Dzieci i starców skierowano do "lagru cygańskiego". Autorka odnotowała, że nie wysyłano jej do pracy, ponieważ miała stary numer obozowy.

 

Cześć 8: "F.K.L."

Autorka zapisała, że we wcześniejszym okresie udało się jej kilkakrotnie uniknąć deportacji do "F.K.L." (chodzi o Majdanek). Jednak, po likwidacji lagru, w którym przebywała, została tam w końcu wysłana.

Pracowała w dwunastogodzinnym trybie i jak zapisała "nosiła pełne targi kartofli po 50kg z pociągu na pole kopców". Dodała też, że odległość, jaką miała przechodzić z ziemniakami była znaczna, a strażnicy pilnowali, by pracujący przy nich więźniowie chodzili szybko i bez odpoczynków.

Kobieta przebywała w obozie trzy tygodnie, później F.K.L. zlikwidowano. Została przeniesiona do BII. Zapisała też, że jedynym, co ją pocieszało, był fakt, że likwidowano powoli wszystkie lagry, a jej udało się do tej pory uniknąć egzekucji i przejść pomyślnie wszystkie selekcje.

 

Cześć 9: "bIIB"

Autorka zapisała, że w nowym miejscu (Birkenau) została skierowana do pracy lżejszej niż inne więźniarki. Miało mieć to związek ze starym numerem obozowym, a praca polegać na "melioracji rzek". Później skierowano ją do pracy przy burzeniu infrastruktury krematoryjnej w obozie. Zajmowała się między innymi rozbiórką kominów i noszeniem gruzów.

 

Cześć 10: "Bergen-Belsen"

Autorka zapisała, że do Bergen-Belsen została wysłana z Birkenau. Ewakuacja miała związek ze zbliżaniem się frontu wschodniego. Nie zapisała szczegółów dotyczących samego przejazdu do obozu, brak też dat.

Odnotowała, że w obozie znajdowało się stosunkowo dużo Żydów pochodzących z Holandii.

Autorka nie została skierowana do żadnej pracy. Uważała też, że aprowizacja obozu, oraz panujące w nim warunki, były znacznie lepsze, niż w miejscach, w których wcześniej ją przetrzymywano.

Zapisała, że w Bergen-Belsen znalazły się wraz z nią strażniczki z Auschwitz-Birkenau. Kobiety te próbowały przeszczepić na nowe miejsce schematy znane im z wcześniejszych miejsc – chodziło o kontrolę nad więźniarkami, apele, bicie i poniżanie. Większość z nich miano upominać i karać za zachowanie nieaprobowane w Bergen-Belsen.

 

Cześć 11: "Hanover"

Autorka przebywała w Hanowerze kilka tygodni (brak dokładnych dat). W tej części relacji skoncentrowała się przede wszystkim na warunkach obozowych. Zapisała, że wszędzie panował brud i nieporządek.

Więźniarki skierowano do prac nad gruzami – brak szczegółów.

Jednocześnie przetrzymywane na miejscu kobiety ograbiano z lepszych, cieplejszych ubrań. W obozie, jak i w czasie pracy, więźniarki cierpiały nie tylko głód, ale i przenikliwe zimno.

 

Cześć 12: "Bergen-Belsen II"

Po kilku tygodniach spędzonych w innym miejscu, Autorka przybyła ponownie do Bergen-Belsen. Zanotowała, że w obozie zaszły bardzo poważne zmiany. Postanowiono i udostępniono więźniarkom nowe budynki, wyposażone w toalety i z bieżącą wodą. Jednocześnie w okolicy odbywało się coraz więcej bombardowań. Na noce więźniarki sprowadzano do piwnic, które pełniły rolę schronów.

 

Cześć 13: "Elsnik"

W Elsnik (Elsnick), wedle słów Autorki, znalazło się 750 kobiet w pięciu blokach. Było stosunkowo czysto i porządnie, w obozie funkcjonowała nawet stołówka.

Kobiety pracowały w dwunastogodzinnym trybie przy odzyskiwaniu granatów – chodziło o napełnianie ich prochem i przygotowywanie do użycia w walce.

W obozie wybuchła epidemia gruźlicy, Autorka zanotowała, że też zachorowała.

Obóz ewakuowano. Kobiety miały być przewiezione do Oranienburga (Brandenburgia), jednak okazało się, że w wyniku bombardowań droga została odcięta. Człowiek odpowiedzialny za zabezpieczenie i przeprowadzenie ewakuacji postanowił pozbyć się więźniarek – wagony z kobietami ustawiono nieopodal składu z benzyną, na trasie pocisków, które mogły go uszkodzić.

Autorka zapisała, że przebywający w okolicy kolejarze zauważyli wagony z kobietami i postanowili im pomóc. Mimo ostrzału przedostali się w ich pobliże i pootwierali drzwi. Chwilę później pocisk trafił w skład z łatwopalnym ładunkiem. Wedle relacji z około 750 więźniarek 600 spłonęło, reszta odniosła rany.

Samej Autorce z pomocą przyszedł jeden z mężczyzn, odprowadził ją w bezpieczne miejsce.

Relację zamyka opis zdobytego przez wojska alianckie Berlina. Autorka zapisała, że "widok był żałosny", wszędzie widać było ciała, ruiny budynków, ślady po pożarach.

 

Relacja zawiera wiele szczegółów, dzienne daty, nazwiska oprawców. Spisana dobrym językiem, długie i rozbudowane opisy. Niewiele emocji, w tekście za to widać żal i ból. Wiele dat (im dalej, tym mniej) i nazwisk, szczegółowe opisy niektórych zachowań więźniarek. Dużo o relacjach między różnymi grupami więźniarek.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Ali Dychtward]
Opis fizyczny: 
45 stron rękopisu w języku polskim + odpis w maszynopisie.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
rękopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/330
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Do relacji należy podchodzić ostrożnie, Autorka w kilku miejscach dokonała przeszacowań, prawdopodobne jest też, że w jej wspomnieniach niektóre kwestie zostały wyolbrzymione, a niektóre wydarzenia przyćmione innymi, mniej istotnymi (ze względu na traumatyczne przeżycia). Można dyskutować już z pierwszą częścią, w której Autorka pisze o 600.000 tysiącach mieszkańców getta warszawskiego (relacja narzuca wyobrażenie 600.000 pracowników szopów w getcie), podczas gdy większość badaczy, zajmujących się tym tematem i opierających swe prace na ocalałych źródłach historycznych, szacuje ilość mieszkańców getta warszawskiego na 460.000. W treści dokumentu znajduje się wiele informacji pochodzących z wątpliwych źródeł, lub takich, których pochodzenie jest nieznane. Część wydaje się być informacjami powtarzanymi między więźniarkami, niepotwierdzonymi w późniejszym czasie. Interesujące jest też to, że Autorka, jako jedna z niewielu, przy opisach selekcji czy akcji likwidacyjnych wspomina o wyszukiwaniu osób opisywanych przez nią jako "wychudłe", "chude" lub "zachudzone".
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja