[brak]

Relacja powstała w roku 1945, obejmuje wydarzenia z okresu od 1941 do 1944 roku.

Dokument otwierają krótkie adnotacje dotyczące rodziny Autorki. Zaraz po nich zaczynają się informacje omawiające sytuację Żydów po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie.

Autorka wiele miejsca poświęciła Robertowi Rupowi, Polakowi, który w 1941 roku zaczął nazywać się Niemcem (prawdopodobnie chodzi o status volksdeutscha). Mężczyzna ów, jak zapisała, przyszedł do domu rodziny Autorki i oświadczył, że w związku z procesem, jaki miał przegrać z dziadkiem Autorki kilka lat wcześniej, zamierzał korzystał z okazji i mścił się na rodzinie. Kilka dni później złożył drugą wizytę, w towarzystwie policji, i zarekwirował rodzinie znalezione kosztowności, pieniądze i część mebli. Autorka zapisała, że w czasie swojej trzeciej wizyty Rup miał zadeklarować chęć pomocy rodzinie. Twierdził, że zabrane przedmioty zamierzał przechować i oddać po wojnie, a rodzinie zaoferował opiekę.

Rodzice Autorki bojąc się donosu i dalszych prześladowań, zgadzali się na niektóre "propozycje" Rupa. Jej matka była regularnie – dwa razy w tygodniu – zapraszana na spotkania towarzyskie, odbywające się w jego mieszkaniu. Autorka zapisała, że kobieta bała się do niego chodzić, ale znacznie bardziej bała się odrzucić zaproszenie. Na spotkaniach obecni byli między innymi dygnitarze polskiego pochodzenia, ale też i Niemcy, znajomi Rupa. Regularnie przychodziło też dwoje Żydów – matka Autorki i dr Majus.

Autorka zapisała, że dr Majus w późniejszym okresie korzystał z pomocy Rupa i ukrywał się na terenie Lwowa. Rup kazał płacić sobie za pomoc, a kiedy pieniądze doktora skończyły się, złożył donos na gestapo, w efekcie czego Żyda zamordowano.

Rup złożył ofertę ochrony także matce Autorki, kiedy ta odmówiła, zażądał zapłaty za milczenie (20.000zł). Kobieta zapłaciła, postanowiła także skorzystać ze znajomości wyniesionych ze spotkań w mieszkaniu Polaka.

Jedną z osób, z którymi utrzymywała bliższe kontakty, a które poznała dzięki Rupowi, był były wiceprezydent miasta Zdzisław Strański. Mężczyzna pomagał Żydom, także matce Autorki zaproponował pomoc w zdobyciu "aryjskich papierów". W relacji znajdują się informacje mówiące o tym, że zdobycie takich dokumentów było niezwykle kosztowne, brak jednak przesłanek by stwierdzić, czy pieniądze trafiały do kieszeni Strańskiego, pośredników czy też osób odpowiedzialnych za wyrobienie dokumentów (w formie łapówki).

Autorka zapisała, że jej dziadek – Lucjan Kildwurn (przed wojną adwokat) otrzymał "aryjskie papiery" jako pierwszy. Legitymował się dokumentami Andrzeja Źrelińskiego. Strański nie tylko pomógł w ich zdobyciu, ale załatwił też dla mężczyzny – wówczas już poważnie schorowanego i sparaliżowanego – miejsce w szpitalu i opłacił pielęgniarkę, której wyłącznym zadaniem była opieka nad adwokatem. Autorka zanotowała, że kiedy pielęgniarka zaczęła podejrzewać, że zajmuje się ukrywającym się Żydem, dziadka przeniesiono do prywatnego domu, w którym przebywał jakiś czas. Po pierwszej próbie szantażu Strański załatwił przeniesienie go do innego domu, w którym dziadek zmarł na zawał w roku 1944, w czasie sowieckiego nalotu na miasto.

Strański załatwił także "aryjskie papiery" dla matki Autorki jak i jej samej. Matka Autorki legitymowała się dokumentami wystawionymi na nazwisko Zofii Marciszyn. Było to nazwisko osoby istniejącej, a co za tym idzie pojawiało się w różnorakiej dokumentacji miejskiej. Autorka dostała tożsamość córki Zofii, Alicji Marciszyn.

Następnie Strański zajął się znalezieniem dla kobiet bezpiecznego mieszkania. Autorka została rozdzielona od matki i zamieszkała w pokoju na ulicy Kadenckiej, nie zapisała gdzie ukrywała się jej matka. Sama przebywała na Kadenckiej dziesięć miesięcy utrzymując, że jej rodziców wywieziono w głąb ZSRR. Pomagała właścicielce mieszkania w prowadzeniu domu, jednocześnie córka kobiety uczyła Autorkę wedle programu pierwszej klasy gimnazjum. Dziewczynka samodzielnie podejmowała starania zgłębienia zasad wiary chrześcijańskiej – otaczała się książkami o charakterze religijnym, chadzała do kościoła, czytywała Biblię, nosiła krzyżyk.

Autorka zapisała, że latem 1942 roku w mieszkaniu, w którym wynajmowała pokój, zaczęło robić się niebezpiecznie. Strański pomógł jej przedostać się do polskiej rodziny – znajomych matki sprzed wojny. Dziewczynka mieszkała tam do grudnia 1942 roku, kiedy to rodzinę poinformowano o złożonym na gestapo donosie dotyczącym ukrywania Żydówki. Autorka wyprowadziła się dzień przed nalotem. Donos jednak zmusił ją do zmiany dokumentów i tożsamości, o co musiała postarać się samodzielnie, ponieważ mniej więcej w tym samym okresie Strański został aresztowany. Autorka nie zawarła informacji dotyczących jego dalszych losów.

W relacji zapisano, że Autorka przeprowadziła się do Anny Holdenmajer, kobiety, która ukrywała już kilku Żydów. Kobieta dała dziewczynce metrykę własnej siostrzenicy, Janiny Polanówny. W mieszkaniu pani Holdenmajer Autorka mieszkał do wyzwolenia Lwowa.

 

Relacja szczegółowa, dużo informacji dotyczących działalności dwóch mężczyzn – Rupa, korzystającego na nieszczęściu Żydów i Strańskiego, który (jak wynika z relacji raczej bezinteresownie) pomagał prześladowanym. Brak informacji o losie obu.

Tekst, zważywszy na wiek Autorki, niezwykle dojrzały. Zawiera wiele informacji o rodzinie, osobach udzielających schronienia Żydom, dat i adresów. Niezbyt emocjonalny, pisany poprawną polszczyzną.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Janiny Kroch]
Opis fizyczny: 
4 strony rękopisu w języku polskim + odpis w maszynopisie.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
rękopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/362
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Ze słów Autorki spisała Betty Ajzensztajn.
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja