[brak]

Relacja z datą dzienną: 7 maja 1945 roku, obejmuje wydarzenia z okresu 1942-1945. Na dokumencie brak informacji dotyczącej tego, kto spisywał relację / zeznania. Najbardziej prawdopodobne wydaje się to, że ktoś pisał to, co opowiadała Autorka, mająca w chwili sporządzania dokumentu jedenaście lat.

Dokument otwierają lakoniczne informacje dotyczące ojca Autorki. Podała, że był chory na nerki i że zabrano go na roboty – nie była w stanie odtworzyć daty tego wydarzenia nawet w przybliżeniu. Gdy nie wrócił do domu zaczęła podejrzewać, że musiało stać się coś złego. Nie chciała jednak pytać matki, szczególnie po tym, gdy kilkakrotnie przyłapała ją na płakaniu. W przekonaniu, że ojciec zmarł, utwierdziły jej słowa matki, która pewnego dnia powiedziała, że ciotkę Autorki (a jej siostrę) zastrzelono w więzieniu.

Autorka dodała, że mniej więcej w tym samym czasie rodzinie zabrano sklep i mieszkanie. Rodzina musiała przeprowadzić się do nowego mieszkania w getcie.

Następny fragment relacji dotyczy likwidacji dzielnicy żydowskiej w Chrzanowie. Autorka zanotowała, że gdy rozpoczęła się akcja, matka zabrała ją na strych domu, gdzie obie się ukryły. Pierwszą noc spędziły właśnie tam, następnej matka zaprowadziła Autorkę do mieszkania znajomej Polki – pani Hanuś.

Pani Hanuś znała rodzinę od wielu lat, przed wojną pracowała dla matki Autorki (prała bieliznę), miała własną rodzinę, ale godziła się zaopiekować żydowskim dzieckiem. Autorka zapisała, że matka położyła ją spać mówiąć, że musi pójść do lagru, ale potem po nią wróci. Dziewczynka spędziła u pani Hanuś osiem miesięcy.

W relacji znajduje się informacja o "wywozie wszystkich dzieci z miasta". Autorka nazwała tak akcję, w wyniku której wraz z dziećmi pani Hanuś – czternastoletnią Andą i sześcioletnim Mieciem – została deportowana z Chrzanowa do Mysłowic. Spędzili trzy dni w obozie przejściowym, poczym zostali przewiezieni do Pogrzebienia (wieś położona w województwie śląskim). Przybrani rodzice Autorki zostali aresztowani, w dokumencie brak jednak jednoznacznych informacji potwierdzających towarzyszące temu okoliczności.

Autorka zapisała, że w Pogrzebieniu znajdowało się bardzo dużo dzieci. Część z nich przezywało Autorkę Żydówką, ale przyszywane rodzeństwo zawsze brało ją w obronę mówiąc, że to kuzynka (nosząca to samo co oni nazwisko). Dziewczynka dodała, że w obozie podawano do jedzenia tylko dwie kromki chleba i zupę na pokrzywach.

Po jakimś czasie dzieci (ciągle razem) zostały przewiezione do Lisek koło Rybnika. Autorka odnotowała, że w obozie znajdował się lagier dla starszych dzieci, a w obozie przebywało tylko trzydzieścioro dziewięcioro małoletnich. Z tego okresu zapamiętała też to, że warunki były lepsze, niż w poprzednim miejscu – przede wszystkim było tam lepsze jedzenie. Tym razem musiała pracować – wyrywała perz z grządek z uprawami.

Po trzech miesiącach dzieci deportowano do obozu w Oderbergu. Na miejscu okazało się, że w obozie panowały warunki jeszcze lepsze, niż poprzednio – dzieci miały opiekunki, które robiły za nie pranie, dostawały dużo jedzenia (często koninę z makaronem), nie pracowały. Autorka, wraz z przyszywanym rodzeństwem, spędziła na miejscu osiem miesięcy.

Następnie rodzeństwo przeniesiono nad morze, do Potulic (Kujawy). Autorka zeznała, że tym razem warunki okazały się najgorsze z tych, w do tej pory przebywała. Zapamiętała, że na miejscu znajdowało się bardzo dużo ludzi (w relacji liczba 7.000, z czego 250 dzieci). Starsze dzieci musiały pracować, młodsze cały czas spędzały w obozie. Autorka zapisała: "Ludzie, co tam mieszkali, nazywali się Kaszubi i bardzo śmiesznie mówili. Byli niedobrzy, nigdy nic nie dali, tylko krzyczeli i bili".

Dziewczynka przebywała w obozie do jego wyzwolenia. W ostatnich godzinach przed wejściem wojsk radzieckich do Potulic, strażnicy próbowali podpalić obóz. Autorka dodała, że baraki nie chciały zająć się ogniem, a gdy w obozie pojawili się Rosjanie, Niemcy jeszcze w nim przebywali. Wywiązała się strzelanina, dziewczynka pamiętała ciała zabitych żołnierzy leżących na jego terenie i na prowadzącej do niego drodze.

Po wyzwoleniu obozu, dzieci przebywały w nim jeszcze trzy miesiące. Opuściły go dopiero, gdy przyjechał po nie najstarszy syn pani Hanuś – dorosły mężczyzna. Razem wrócili do Chrzanowa, gdzie okazało się, że pani Hanuś przeżyła wojnę, a jej mąż został zamordowany.

Rodzina czekała jakiś czas (brak datacji) na zgłoszenie się rodziny Autorki. W końcu podęto decyzję o oddaniu jej do instytucji zajmującej się żydowskimi sierotami i poszukującej ich krewnych. Instytucja, zwana przez Autorkę "komitetem", mieściła się w Krakowie (zapewne chodzi o Wojewódzki Komitet Żydów w Krakowie). Z tekstu jasno wynika, że dziewczynka bardzo związała się z nową rodziną, szczególnie z rodzeństwem, z którym spędziła ostatnie lata. W relacji podała też, że rozstanie było bolesne dla obu stron, a wynikało przede wszystkim z fatalnej sytuacji finansowej rodziny.

 

Tekst spisany bardzo małą czcionką, z minimalnymi odstępami między wierszami. Bardzo dużo informacji, praktycznie bez opisów. Emocje mocno okrojone, pojawiają się dopiero pod koniec.

Widać, że relacja składana była przez stosunkowo małe dziecko (jedenaście lat). Wszystko wskazuje też na to, że tekst został spisany przez pracownika "komitetu", jednak na dokumencie brak adnotacji dotyczącej osoby fizycznie spisującej zeznania.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Haliny Hoffman]
Miejsce powstania: 
Kraków
Opis fizyczny: 
2 karty (210x295mm) maszynopisu w języku polskim.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/405
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja