[brak]

Relacja powstała w 1945 roku, obejmuje wydarzenia z 1942 roku.

Tekst otwiera informacja dotycząca siostry Autorki, która we wrześniu 1942 roku miała poznać Żyda mogącego przewieźć obie kobiety do Krakowa. Wywiązał się z umowy, dowożąc obie w pewnym odstępie czasu. W Krakowie kobiety zdołały się odnaleźć i jakiś czas błąkały po noclegowniach. Autorka znalazła pracę w mleczarni – z ogłoszenia w gazecie.

Zapisała, że jej pracodawca pod nieobecność swojej żony, "zaczął się do niej przystawiać". Uciekła do sąsiada, który następnego dnia przyprowadził polskiego policjanta informując go, że mężczyzna zatrudniał i ukrywał Żydówkę. Pracodawcę Autorki rozstrzelano na podwórku, jej udało się zbiec.

Próbowała znaleźć inną pracę tłumacząc, że nie ma dokumentów i jest Polką. Ponieważ nie udało się jej nigdzie zatrudnić, wróciła do noclegowni. Nie mogąc poradzić sobie "po aryjskiej stronie" poszła do getta. Z relacji wynika, że stało się to w dniu jednej z akcji likwidacyjnych. Widząc, co się dzieje, uciekła przez dziurę w drutach.

Następna część relacji dotyczy mężczyzny – Żyda – którego przedstawiła jej wspólna znajoma. Mężczyzna miał dojście do kogoś, kto mógł wystawić "aryjskie dokumenty". Autorka poprosiła o takie i otrzymała je. Prawdopodobnie jednak mężczyznę ktoś śledził, dzień po otrzymaniu dokumentów oboje zostali aresztowani. Brak dalszych informacji o losie siostry Autorki.

Pierwsze przesłuchania dotyczyły mężczyzny. Został pobity, pytano go o adres, pod jakim mieszkał. Autorka powtarzała, że nie znała go i została przez niego zaczepiona na ulicy. Po kilku dniach obje przewieziono do więzienia na Montelupich. Mężczyzna został zabity (nie jest jasne, czy zaraz po przyjeździe, czy tydzień później), Autorkę zamknięto w celi i przesłuchano dopiero po tygodniu. Postawiono jej dwa zarzuty – bycia Żydówką i komunistyczną agentką. Z drugiego szybko zrezygnowano, przesłuchujący ją koncentrowali się na pochodzeniu Autorki, w braku dokumentów widząc dowód na jej pochodzenie.

Przesłuchania trwały od 10 rano do 10 wieczorem. Pytania o pochodzenie przeplatano biciem dłońmi po twarzy i szpicrutą po nogach. Kazano jej stać blisko pieca, bito szpicrutą po karku i dłoniach. Następne przesłuchania odbywały się w piwnicy aresztu na Pomorskiej. Autorka zapisała, że na podłodze znajdowały się dwa wyżłobione kozły – na jednym opierano głowę, na drugim pośladki. Na wyposażeniu piwnicznej sali tortur znajdowało się metalowe łóżko z położoną skośnie deską i skrzynia, w której znajdowały się strzykawki, maska gazowa, łańcuchy, igły do wbijania pod paznokcie i metalowa konstrukcja do zaciskania na klatce piersiowej. Z sufitu zwieszały się łańcuchy służące do podwieszania przesłuchiwanych.

Kobieta zapisała, że jeśli ktoś mdlał w czasie przesłuchań, podnoszono mu do góry nogi, dzięki czemu krew napływała do mózgu. W czasie przesłuchań obecny był też tłumacz, który przytrzymywał głowę.

Dwaj przesłuchujący ją mężczyźni doprowadzili Autorkę do utraty przytomności. Kiedy ją odzyskała, kazali się jej umyć. Tłumacz, obecny cały czas w pomieszczeniu miał powiedzieć, że choć nie wygląda na Żydówkę, "ma żydowskie ruchy". Następnie kazano jej przejść z piwnicy na trzecie piętro (miała nogi czarne od bicia) i podpisać protokół. Odmówiła, ponieważ nie chciano go jej odczytać. Kobieta po kilku godzinach została ponownie przewieziona na Montelupich.

Następna część relacji dotyczy "żydowskiej celi na Montelupich". W celi znajdowało się około 60 Żydówek. Autorka zanotowała, że nie wpuszczano do nich lekarza, misek na jedzenie było za mało na tak dużą liczbę więźniarek. Gestapowcy nie podawali wody, najwyżej wlewali ją przez okna. Gdy któraś z kobiet próbowała przez nie wyglądać, otwierali do nich ogień.

Kobiety z celi zdołały nakłonić "klucznicę" – kobietę pełniącą rolę strażniczki w więzieniu – by przyprowadziła do Autorki żydowskiego lekarza z sąsiedniej celi. Ten założył jej opatrunki uznając jej stan za niedający jakichkolwiek rokowań. Więźniarki i strażniczka przekonane były, że Autorka nie przeżyje. Opisała, że w wyniku bicia miała czarne nogi i dłonie, ręce "skurczyły się". Uderzenia wymierzone w głowę spowodowały pęknięcia czaszki.

Strażniczka przez tydzień odmawiała wydania Autorki na kolejne przesłuchania tłumacząc, że ta i tak nie jest w stanie nic powiedzieć. Uważała, że kobieta jest "aryjką" i dzieje się jej krzywda z niezrozumiałych powodów.

Relacja urywa się na informacji, że następne przesłuchanie odbyło się tydzień później.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Róży Geisler]
Miejsce powstania: 
Kraków
Opis fizyczny: 
6 kart (210x295mm) maszynopisu w języku polskim.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/842
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Ze słów Autorki spisała Iza Lauer. W tekście nazwiska oprawców Autorki. Dużo szczegółów dotyczących tortur i odniesionych przez Autorkę obrażeń. Brak emocji. Relacja bez datacji. Prawdopodobnie spisana na podstawie wywiadu.
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Rodzaj zasobu: 
Archiwum instytucji
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja