[brak]

Relacja z datą dzienną 24 sierpnia 1945 roku, obejmuje wydarzenia z okresu od 1941 do 1944 roku. Miejsce spisania nieznane.

Dokument otwierają informacje dotyczące okresu sprzed okupacji niemieckiej dotyczące okolic Przemyślan. Autorka zapisała, że mieszkała w Świrzu (w relacji pisownia "Świż") z matką i babcią (brak imion). Babka Autorki postanowiła pozostać na miejscu, gdy wydano rozporządzenie nakazujące Żydom przenieść się do getta – była akuszerką i uważała, że powinna zostać z pacjentkami. Została zabrana do Przemyślan siłą i zastrzelona (ten sam los spotkał lekarza, który jak ona postanowił pozostać na wsi).

Autorka zapisała, że pozostawała w getcie do jego całkowitej likwidacji. Dodała, że w tym okresie trwały łapanki na Żydów znajdujących się po "aryjskiej stronie".

Matka Autorki zginęła w czasie transportu do obozu w Bełżcu. Jak podaje relacja jedna z kobiet w wagonie, którym je przewożono, wywarzyła okno i wyskoczyła przez nie. Matka Autorki zrobiła to samo, wcześniej prosząc by w ślad za nią wyrzucono dziecko. Przez ścisk nie zdołano tego zrobić, a gdy kobieta zaczęła krzyczeć i wołać córkę, zastrzelił ją jeden z żołnierzy.

Gdy w końcu przewożeni zdołali wyrzucić Autorkę, pociąg oddalił się od miejsca, w którym leżało ciało jej matki. Kobieta zapisała, że straciła przytomność i gdy ją odzyskała, zorientowała się, że była sama w środku lasu. Odniosła obrażenia nogi i nosa. Po jakimś czasie spotkała jeszcze jedną dziewczynkę i dwie kobiety, które również uciekły z transportu. Razem postanowiły iść do lagru w Kurowicach, bo – jak zapisała – "tam byli Żydzi a my nie miałyśmy gdzie być" (pisownia zgodna z oryginałem).

Następna część relacji dotyczy pobytu w lagrze. Autorką zaopiekował się przebywający na miejscu lekarz, opatrzył rany i wyjaśnił, że została postrzelona (sama dodała, że musiano do niej strzelać, gdy leżała nieprzytomna przy torowisku). Jedna z więźniarek (brak imienia) oddała jej swoje łóżko. Strażnicy, prawdopodobnie wiedząc, że ktoś przebywał w lagrze nielegalnie, prowadzili w nim poszukiwania. Autorka chowała się pod łóżkiem i – jak zapisała – tam Niemcom "nie wypadało szukać", dlatego wysyłali do tej pracy Żydów, ci zaś szukali tak, by nie znaleźć. Po jakimś czasie w obozie rozeszła się informacja o zbliżającej się likwidacji.

Więźniarki namówiły Autorkę by wyskoczyła oknem i sprawdziła, czy na zewnątrz jest policja. Za pierwszym razem pojmali ją Ukraińcy i odesłali do baraku. Za drugim razem okazało się, że nikogo w pobliżu nie było. Dzięki Autorce z lagru uciekło kilka kobiet. Ona jednak nie zdołała za nimi podążyć z powodu ostrzału.

Przez jakiś czas błąkała się po okolicy, raz po raz zaglądając do chłopskich chat i pytając o drogę do Świrza. W końcu trafiła do domu, w którym ją nakarmiono i gdzie mieszkała dziewczynka, którą poproszono, by odprowadziła ją na stację kolejową. Ta zaprowadziła ją na miejsce i kazała nie czekać na pociąg, tylko iść drogą przez las. Autorka rozumiała, że miejscowi rozpoznawali w niej Żydówkę, ale nie przykładała do tego znaczenia – powtarzała, że chce wrócić do cioci w Świrzu, albo wujka który "mieszkał w lesie".

Kobieta zdawkowo opisała swoją drogę do Świrza – mówiła, że bardzo się bała, słyszała w lesie wilki, ale szła, bo nie widziała co innego mogłaby zrobić. Gdy dotarła do Świrza jeden z chłopów powiedział, że jej wujek czasem do niego przychodzi po jedzenie i pozwolił na niego czekać. Krewny długo się nie zjawiał, a mężczyznę ukrywającego dziewczynkę zaczęto straszyć śmiercią za pomoc Żydom. Przestraszony nakazał Autorce pójść do leśniczego, do którego jej wuj też miał przychodzić. Tej samej nocy krewny rzeczywiście się zjawił. Leśniczy zażądał 500zł nim przyznał, że Autorka u niego była. Gdy wuj zapłacił, wypuszczono ją i razem z krewniakiem poszła do lasu.

Zanotowała, że wujek zaprowadził ją do schowanej w lesie chaty, w której przebywało wielu Żydów, w tym około dwadzieściorga dzieci. Na miejscu spotkała też swoją ciotkę. Dodała, że w chacie pomieszkiwali też polscy i sowieccy partyzanci. Gdy zaczynały się obławy, zamiast uciekać, ostrzeliwali się broniąc i Żydów. Najzacieklejsze walki odbywały się przeciw banderowcom.

Kobieta zapisała, że czasem ukrywali się w domkach (leśniczówkach), spali w bunkrach, a sporadycznie po prostu w lesie. Wraz ze zbliżającym się frontem łapanki zaczęły się nasilać. Autorka zapisała, że coraz częściej trzeba było zmieniać miejsce pobytu. Dodała też, że lasy nie zostały szybko odbite, lecz przechodziły z rąk do rąk przez jakiś czas.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Mani Leider]
Opis fizyczny: 
6 kart (210x295mm) maszynopisu w języku polskim.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Maszynopis w stanie utrudniającym czytanie.
Sygnatura: 
301/843
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Ze słów Autorki spisała Iza Lauer. Infantylny język, Autorka pisała o "wujciu" i "babuni". W relacji wiele informacji o lękach Autorki, jej obawach i radości na spotkanie z rodziną. Brak datacji, bardzo pobieżne informacje topograficzne. Tekst dość chaotyczny, brak imion rodziców i krewnych. Autorka skupiła się wyłącznie na opisaniu swoich przeżyć.
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Data dzienna: 
piątek, Sierpień 24, 1945
Rodzaj zasobu: 
Archiwum instytucji
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja