[brak]

Relacja z 15 listopada 1945 roku, dotyczy wydarzeń z okresu od 1939 do 1945 roku.

Tekst otwierają informacje z września 1939 roku. Autorka zapisała, że niemieccy wojskowi, zaraz po zajęciu Radomyśla Wielkiego, spędzili zarówno Żydów jak i Chrześcijan do kościoła i zamordowali kilka osób. Następnego dnia odbyła się duża łapanka – Żydów szukano po domach, w sklepach, na ulicy. Spędzono ich na rynek, gdzie kazano się rozebrać i oddać ubrania chłopom. Potem zmuszono ich do sprzątania okolicy – rękoma zbierali śmieci, ustami wyrywali trawę.

Autorka dodała, że w Radomyślu Wielkim nie było siedziby gestapo, oficerowie przyjeżdżali z Mielca i urządzali rabunki, napady i strzelaniny. W związku z przymusem pracy, miejscowi Żydzi chodzili na roboty do okolicznych dworów, na noce mogli wracać do domów. Część Żydów została wysłana do obozu w Pustkowiu (ochotnicy zgłaszający się na wezwania do stawiennictwa).

Od początku roku 1940 obławy na mężczyzn stały się coraz częstsze, wysyłano ich do obozu w Pustkowiu. Przeprowadzano też rewizje i kontrole. Do wysiedlenia miejscowości na miejscu nie zorganizowano getta, Żydzi mieszkali między Polakami.

Autorka zapisała, że w lipcu 1942 roku do Radomyśla Wielkiego spędzono Żydów z okolicznych miejscowości. Nie dano im przydziałów kwaterunkowych, część nocowała w żydowskich mieszkaniach, przyjęta przez gospodarzy, część w synagogach. Napływ tej ludności trwał około dwóch tygodni. Potem Radomyśl Wielki otoczyły oddziały SS i granatowej policji, zabraniając wszystkim wchodzić i wychodzić z miasta. 19 lipca spędzono wszystkich Żydów na plac i przeprowadzono selekcję. Starców spędzono na cmentarz, gdzie rozstrzelano. Młodych popędzono do getta w Dębicy.

Autorka nie była tego dnia w mieście – nim zaczęła się blokada, wyszła z rodziną do wsi Dulcza Mała (pow. Tarnobrzeg), do znajomych chłopów. Ci zgodzili się przyjąć ją z córką (11 miesięcy), odmawiając schronienia reszcie rodziny. Wieczorem zmienili zdanie i nakazali jej opuścić dom. Następnego dnia kobieta spotkała się z resztą rodziny i razem zaczęli szukać schronienia. Po miesiącu spędzonym w ukryciu, rodzina przeznaczyła większość pozostałych pieniędzy na opłacenie przewodnika. Ten zaprowadził ich nocą do Połańca, po drugiej stronie Wisły.

W Połańcu przebywali do października. W mieście nie było getta, ani dzielnicy otwartej. Kobieta, ryzykując chodzenie bez opaski, opuszczała codziennie Połaniec i pracowała u chłopa. Gdy zaczęły się pogłoski o nadchodzącym wysiedleniu, rodzina wróciła do Dulczy Małej, skąd przeszła do wsi Przezyt Bór (nazwa niepewna). Spędzili tam dwa miesiące, po czym wiedząc o zbliżającej się obławie, wrócili do Dulczy Małej. Po drodze SS aresztowało matkę Autorki, która akurat zajmowała się jej córką. Od tej chwili rodzina nie szukała stałego schronienia, tułali się po lesie, raz na jakiś czas zaglądając do domów chłopskich w nadziei na zdobycie jedzenia.

Po jakimś czasie Autorka dowiedziała się, że w lesie ukrywała się znajoma żydowska rodzina, odnalazła ją i razem z ojcem oraz siostrą, zamieszkała w ich schronie. Dodała, że miejsce uch ukrywania się często odwiedzali miejscowi bandyci, głównie dlatego, że w grupie pozostawało wiele kobiet. Pewnego razu przyszli do kryjówki pijani i ponieważ kobiety się ukryły, wrzucili do środka granat, zabijając jedną osobę.

Grupa z czasem rozrastała się, przyjmując innych ukrywających się Żydów. W lesie powstały kryjówki – zarówno te, służące za mieszkania, wykładane drewnem i z piecami, jak i tymczasowe schrony na wypadek łapanek (w tekście dokładny opis).

Z czasem grupa przyłączyła się do żydowskiej partyzantki działającej w okolicznych lasach i liczącej ponad 150 osób (w tym Polaków poszukiwanych przez Niemców). Partyzanci byli uzbrojeni w broń zabieraną głównie niemieckiej policji (mieli też broń automatyczną z rozbitego w lesie rosyjskiego samolotu), byli dobrze zorganizowani. Żywność brano od chłopów chcących pomóc i z napadów na niemiecki dwór. Kobieta spędziła z grupą dwa i pół roku.

Relację zamyka opis łapanki przeprowadzonej przez wojsko niemieckie i decyzji dotyczącej przekroczenia linii frontu niemiecko-radzieckiego. Grupa, licząca wówczas około 70 osób, postanowiła przejść na wschód. Po dotarciu do niemieckich bunkrów i zasieków, zaatakowali je starając się sprawiać wrażenie znacznie liczniejszego oddziału. Widząc atak, rosyjscy żołnierze zaczęli ostrzeliwać Niemców, co pozwoliło partyzantom przejść spory odcinek. Przed przejściem na radziecką stronę, grupa dotarła do pola minowego, tam zginęło czterech jej członków, a dwunastu zostało rannych. Autorka straciła wówczas nogę. Wszyscy zostali przyjęci po rosyjskiej stronie i hospitalizowani.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Heleny Aussenberg]
Miejsce powstania: 
Kraków
Opis fizyczny: 
8 stron (210x295mm) maszynopisu w języku polskim
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
rękopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/1145
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Ze słów Autorki spisała Janina Małecka. Na dokumencie dopisek o autoryzacji tekstu i pieczęcie Archiwum ŻIH. Niezbyt emocjonalna relacja. W miarę dokładna datacja, szczegóły topograficzne. Brak nazwisk.
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Data dzienna: 
poniedziałek, Październik 15, 1945
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja