[brak]

Relacja spisana 6 listopada 1945 roku, dotyczy wydarzeń z okresu od 1940 do 1944 roku.

Tekst otwiera informacja o przyjeździe Autorki wraz z matką, mężem i dwoma synami do Lwowa w maju 1940 roku. Kobieta zapisała, że jej mąż chorował na raka. Od października 1941 do 17 lipca 1942 roku przebywał w szpitalu przy ulicy Bilińskiego, najpewniej na skutek doniesienia, został zabrany przez gestapo. Autorka nie miała o nim więcej informacji.

Matka autorki została zamordowana w marcu 1942 roku. W czasie pierwszej akcji antyżydowskiej przeprowadzonej we Lwowie wyszła z zajmowanego przez rodzinę mieszkania, by przedostać się "na aryjską stronę". Została złapana przez ukraińskich milicjantów i zaprowadzona na śmierć.

Synowie Autorki – Salomon i Rubin kolejno siedemnasto i czternastoletni – mieszkali i pracowali w getcie. Kobieta posyłała im pieniądze i prowiant. W listopadzie 1942 roku obaj zostali wywiezieni do Bełżca. Zbiegli z transportu i wrócili do miejsca, w którym pracowali (nazwa nieczytelna). Kobieta dodała, że w kwietniu 1943 roku obaj zachorowali na tyfus. W połowie października tego samego roku przeniesiono ich do obozu pracy na ulicy Janowskiej. 27 października 1943 roku, w czasie przedostatniej przeprowadzonej tam akcji, zostali wywiezieni do Piasków i rozstrzelani.

Autorka ukrywała się mieszkaniu, które zajmowała przed wojną. Był tam piec z rurą do pieczenia chleba. W czasie rewizji kobieta chowała się w niej i nie wychodziła, póki nie zrobiło się spokojnie. Mieszkanie należało do jej znajomego, który przebywał w Wielkich Mostach. Mężczyzna poprosił pewną kobietę o zajęcie się nim, a ona wykorzystała je do przechowywania w sumie siedmiorga ukrywających się Żydów. Rewizje były stosunkowo częste, lecz – jak zapisała Autorka – "dla Niemców bezowocne".

Stan ten utrzymywał się do 17 lipca 1943 roku, kiedy szwagier brata kobiety doniósł na nią do gestapo. Autorka zapisała, że miał do niej pretensje o niedzielenie się pieniędzmi, których ta jego zdaniem musiała mieć pod dostatkiem. Rewizję przeprowadzono bardzo szybko, nie dając czasu na znalezienie schronienia. Aresztowano wszystkich przebywających w mieszkaniu (poza pewną dziewiętnastolatką, która zdołała uciec) i zabrano do więzienia na Łąckiego.

Cała grupa była przesłuchiwana. Osoby nieprzyznające się do pochodzenia brutalnie bito. Po przesłuchaniach wszystkich przeniesiono do "celi skazańców", zabrano urania, rozdano stare i zniszczone, kazano naszyć na nich literę J. Kilka dni później przewieziono do obozu Janowskiego.

W obozie, po dwóch dniach w bardzo małej celi, grupę wyprowadzono do rozstrzelania. Od śmierci Autorkę uratował SSman twierdzący, że potrzebuje ludzi do wykopywania gnijących ziemniaków. Oficer, który miał wykonać wyrok, odłożył go na dwa tygodnie pozwalając SSmanowi zabrać więźniów do pracy. Z relacji wynika, że w czasie tych czternastu dni wyjechał na urlop, a po powrocie do obozu zapomniał o czekających na egzekucję.

Kobieta zapisała, że pobyt w obozie był najgorszym, co ją spotkało. Wszyscy liczyli godziny do śmierci, nigdy nie wiedzieli też, czy dożyją wieczora. Niemcy strzelali w powietrze, by popędzać więźniów, czasem strzelali do tłumu. Co dziesięć dni całą grupę prowadzono do łaźni, nigdy jednak nie było jasne, czy wyjście z obozu wiązało się z łaźnią czy egzekucją. Regularnie przywożono też do obozu pojmanych po "aryjskiej stronie". Starszych i chorych zabijano od razu, silnych i młodych wysłano do pracy. Kobieta zanotowała, że wraz z nią pracowały także dzieci.

W czerwcu 1944 roku do obozu przyjechał pewien Niemiec, żądając 20 Żydów do pracy. Kobieta zapisała, że nie jest jasne czym kierował się przy wyborze, wśród dziesięciu kobiet, które zabrał ze sobą, znalazła się jedna i ona. Grupie rozdano ubrania i buty, a następnie przewieziono do Pryłucznego (dziś Ukraina, około 130 km za Worochtą) do obozu. Kobiety skierowano do pracy w kuchni wojskowej, mężczyzn do kopalni manganu.

Kobieta zapisała, że 20 lipca wraz ze współwięźniami zaczęła planować ucieczkę. Kobiety wykopały w lesie doły, ukryły w nich odzież i jedzenie. 2 sierpnia mężczyzna, który dowodził grupą, zabił stojącego na warcie SSmana i zabrał mu broń. Za uciekinierami wysłano pogoń, dlatego sześć tygodni przesiedzieli w przygotowanym uprzednio bunkrze. Potem ruszyli w stronę Rumunii. Jak kobieta zapisała, kilkakrotnie donosiła na nich miejscowa ludność, udawało im się jednak uniknąć aresztowania – podwali się za banderowców. Dnie spędzali w lesie, "nocami chodzili do chłopów po jedzenie" (najprawdopodobniej chodzi o rabowanie chłopów). Autorka dodała, że Niemcy bali się ruszyć za nimi w pościg nie mając pewności jak liczna była grupa.

Grupą dowodził Daniel Weber, mężczyzna który wraz z Autorką został przeniesiony z obozu Janowskiego do kopalni manganu. Przed znalezieniem się w obozie Janowskim przez 17 miesięcy działał w partyzantce, umiał przeżyć w lesie, posługiwać się bronią i planować akcje.

Relację kończy adnotacja o tym, że 25 września grupa oddała broń pierwszemu napotkanemu patrolowi radzieckiemu. 2 października wrócili zaś do Lwowa.

Autor/Autorka: 
Inny tytuł: 
[Relacja Rebeki Kuryniec]
Miejsce powstania: 
Kraków
Opis fizyczny: 
10 stron (210x295mm) rękopisu w języku polskim + odpis w maszynopisie.
Postać: 
kartki w teczkach
Technika zapisu: 
maszynopis
rękopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
Dostępny do celów badawczych
Data powstania: 
1945
Stan zachowania: 
Dobry, czytelny i zdigitalizowany tekst
Sygnatura: 
301/1173
Tytuł kolekcji: 
Zespół: Relacje ocalałych z holokaustu (zespół 301)
Uwagi: 
Ze słów Autorki spisała Iza Lauer. W tekście pada wiele imion i nazwisk zarówno oprawców jak i prześladowanych. Autorka starał się jak najdokładniej zrelacjonować kto w którym momencie z nią przebywał. Relacja stosunkowo emocjonalna. Obszerne informacje o losie członków rodziny Autorki. Szczegółowa datacja, dużo informacji topograficznych.
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Data dzienna: 
wtorek, Listopad 6, 1945
Nośnik informacji: 
papier
nośnik elektorniczny
Typ zasobu: 
relacja