b.t. [21 stycznia 1945 roku…]

Autorka opisuje ostanie dni wojny w Poznaniu z perspektywy swojej rodziny.

Mieszkała z rodzicami i starszym bratem w Poznaniu. Ojciec przez całą okupację kolportował gazetki. Mieli zakonspirowanego starego telefunkena i te wiadomości z nasłuchu przepisywano na maszynie i kolportowano. Byli zorientowani na bieżąco o sytuacji na froncie. Kiedy władze miasta ogłosiły ewakuację, ojciec postanowił, że zostają w domu. Z doświadczenia wiedział, że ci, którzy zdecydowali się na opuszczenie swych domów, najczęściej do nich już nie wracali.

Dnia 21 stycznia 1945 roku odchodziły do Niemiec ostatnie pociągi. Gdy nadszedł front, rodzina schroniła się w piwnicy domu, ponieważ znaleźli się na linii ostrzału fortu Grollman. 28 stycznia na ich dom spadła bomba i zaczął się palić. Musieli w pośpiechu opuścić swoje schronienie i udać się do bunkra po drugiej stronie Górnej Wildy, gdzie spędzili 8 dni bez wody (ratowali się roztapianym śniegiem). Z bunkra wyszli 6 lutego i ogarnęło ich przerażenie. Ich domu nie było, panowały silne mrozy, nie mieli się gdzie podziać. Znajomy wskazał im mieszkanie opuszczone przez Niemców, było kompletnie splądrowane. Autorka wspomina, że domy były plądrowane non-stop. Podobno, gdy palił się ich dom, ludzie z sąsiedztwa wynosili oknami, co się dało. Brakowało jedzenia i wody. Trzeba je było z trudem zdobywać, narażając często życie, bo nadal trwał ostrzał Cytadeli. Czasem udało się kupić coś od Rosjan za kosztowności. Rosjanie chodzili ciągle pijani, czasem zabawiali się, strzelając z armaty i strasząc w ten sposób ludzi. Przy Górnej Wildzie 28 była rosyjska kuchnia polowa, gdzie można było dostać trochę zupy. Nie było światła, ani gazu, było zimno. Do tego ciągły huk wystrzałów, bombardowanie Cytadeli z samolotów. Przyzwyczaili się do hałasu tak bardzo, że gdy nastała jedna cicha noc, to nikt nie mógł zasnąć, obawiając się, że za chwilę wydarzy się coś okropnego. Autorka wspomina przemarsz jeńców niemieckich z Cytadeli do Dębca. To był nędzny widok. Mówiono, że było ich 48 tysięcy. Dla oddania sprawiedliwości, autorka pisze również o zwykłych Niemcach, którzy mieszkali w Poznaniu od dawna. Niektórzy z nich pomagali Polakom w czasie okupacji, wysyłali im paczki do Niemiec. Ale byli też tacy, którzy odsuwali się od tych, którzy pomagali Polakom, dyskryminowali ich.

Na koniec autorka wspomina kolegę z jej podwórka, który, podobnie jak wielu innych, został zabrany siłą przez Rosjan do zdobywania Cytadeli. Zginął podczas tych walk.

Autor/Autorka: 
Opis fizyczny: 
mps., 2 s. luź.; ; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
wydruk komputerowy
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
2026
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AOI/46
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Opozycji
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Nośnik informacji: 
papier