b.t. [Kiedy myślę o swojej emigracji…]

Autorka opisuje swoje doświadczenia związane z emigracją. Opowiadanie jest dosyć chaotyczne i niechronologiczne. Zawiera natomiast bardzo dużo refleksji nad przyczynami i skutkami emigracji, a także przemyślenia na temat dojrzewania do emigracji.

Po raz pierwszy wyjechała na Zachód w 1971 r. Jej ówczesny mąż przebywał na rocznym stażu w Szwajcarii. Przyjechała do niego na 3 miesiące. Opisuje swój pobyt w Wiedniu, gdzie się przesiadała w drodze do Zurychu. Zetknięcie się z zachodnią rzeczywistością było dla niej szokiem. Była zafascynowana bogactwem i nowoczesnością, a jednocześnie zagubiona i samotna w obcym miejscu. W Zurychu mieszkali w domu studenckim. To co ją tam urzekło, to uprzejmość ludzi, uśmiechnięte twarze, łatwość życia, brak pośpiechu, zdenerwowania, chamstwa. W sklepach pełno towaru, na który nie mogła o sobie pozwolić, ale cieszyło ją, że mogła to chociaż pooglądać. Na ulicach czysto, ludzie porządnie ubrani. Później już nic nie zrobiło na niej takiego wrażenia. Szybko przyzwyczaiła się do dóbr materialnych, ale pozostały w niej lęk i zahamowania wobec ludzi, narosłe przyzwyczajenia, uprzedzenia. Przez lata wymagano od niej posłuszeństwa, w domu, w szkole, w pracy. Musiała być taka jak inni. Mimo iż pojawiła się możliwość zostania (dla męża praca, dla niej szansa rozwoju zawodowego jako sekretarka), to jednak lęk przed samodzielnym życiem zadecydował, że wróciła do kraju. Dom z odległości wydawał się lepszy, zacierały się złe wspomnienia. A poza tym nastała epoka gierkowego dobrobytu.

W kraju sobie jakoś radziła, mimo iż nie należała do partii. Tolerowano, że nie kryła własnego zdania, bo w pracy była niezastąpiona. Ale żyło jej się coraz trudniej, zwłaszcza gdy po raz drugi wyszła za mąż i urodziło się dziecko. Nagle znalazła się w samym środku ruchu oporu. Zabrano im mieszkanie. Zaczęli planować wyjazd. W Polsce wprowadzono stan wojenny, koledzy internowani. Mężowi udało się wyjechać na kontrakt do Iraku. D. z 4-letnim synem pojechała go odwiedzić. Stamtąd cała rodzina uciekła do RFN. Znaleźli się w Hamburgu. Mąż był tak samo zagubiony, jak ona kiedyś w Zurychu. Liczył na pomoc kolegi, ale ten akurat wyjechał na wakacje. Musieli sobie radzić sami. Gdy skończyły się pieniądze, poszli do polskiego kościoła katolickiego. Mąż miał tzw. pochodzenie, ale doradzono im, żeby ubiegali się o azyl. W tym czasie dla Polaków były trzy drogi, żeby zostać na Zachodzie: 1. uzyskanie obywatelstwa na tzw. „pochodzenie”, 2. ubieganie się o azyl, 3. emigracja do Stanów Zjednoczonych, Kanady lub Australii. Po wielu trudach, przesłuchaniach otrzymali azyl, a po jakimś czasie także obywatelstwo. Mąż znalazł stałą pracę w swoim zawodzie, ona dorabiała jako tłumaczka. Autorka ciągle wraca do trudnych początków, poszukiwania pracy, kłopotów z mieszkaniem. Opisuje też losy Polaków w Niemczech i stosunki panujące między nimi. Pisze, że przed rodzinami w kraju zgrywają bogaczy, wysyłają paczki, a tu cienko przędą, oszczędzają na czym się da. Handel, ciemne interesy, kradzieże, pijaństwo, donosicielstwo, zawiść – to wszystko jest na porządku dziennym. Jedni starają się być bardziej niemieccy niż Niemcy, wstydzą się swojej Polskości. Innych razi niemiecka mentalność, gardzą wszystkim co niemieckie (oprócz Marek), ale nie myślą stamtąd wyjechać. Ona unika kontaktów z Polakami. Poznała wiele ich historii, pracując jako tłumaczka. Mąż tęskni za wszystkim co polskie, ale przekonał się już, że Polacy potrafią dopiec swojemu rodakowi, nie raz został przez nich wykorzystany i oszukany. Zapragnął wyjechać do Kanady. Po miesiącu wrócił, ale już nie do niej. Została sama z synem. Zazdrości Niemkom, które mają znacznie lepszą pozycję niż polskie kobiety. Są bardziej niezależne i wymagające. Mężczyzna musi się mocno starać, żeby nakłonić którąś do małżeństwa, a w razie rozwodu, musi płacić jej alimenty, gdy ona nie może znaleźć pracy. Polki zadowalają się byle czym, dlatego Niemcy tak chętnie się z nimi wiążą.

Po odejściu męża D. zaczęła nowe życie, zrobiła kurs specjalistyczny, poznała mnóstwo nowych ludzi, wielu artystów. Nauczyła się pisać po niemiecku. Zrobiła prawo jazdy. Zaczęła chodzić na gimnastykę. Zaangażowała się w społeczność kościoła (kółko rodzinne, kółko biblijne), udzielała się w organizacjach kobiecych, w szkole syna. Bardzo dobrze pracuje jej się z Niemcami, są dobrze zorganizowani i cenią sobie pracę. Ale Niemką nigdy nie będzie, typową Polką też nie.

Autorka dzieli się swoimi refleksjami na temat losu emigrantów. Nie są w stanie zaakceptować rzeczywistości w kraju, ani jej zmienić, ani też żyć w innej. Są tu, chcą być tam. Są tam, chcą być tu. Wieczni tułacze. Kraj, w którym żyją jest „nie ich”. Tęsknią za czymś, co już nie istnieje. Jak się raz zostanie emigrantem jest się nim do końca swoich dni.

Na koniec autorka wyraża obawy przed rosnącą falą faszyzmu w Niemczech, która objawia się wrogością w stosunku do obcych. Zastanawia się, czy będzie musiała stąd wyjechać. Płoną domy cudzoziemców. Najgorsi są południowcy, tworzą getta, nie mówią po niemiecku, są hałaśliwi, brudni i bezczelni. Z drugiej jednak strony dużo ludzi nosi znaczki „Precz z nienawiścią”, płoną świece za pokój, za zgodę, za przyjaźń.

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
Uetersen / RFN
Opis fizyczny: 
mps., 16+1 s. luź.; ; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
1992
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
P 92
Tytuł kolekcji: 
Pamiętniki emigrantów
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Data dzienna: 
środa, Grudzień 30, 1992
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
Typ zasobu: 
pamiętnik/wspomnienia