b.t. [Wielka szkoda, że tak późno…]

Tekst opowiada o losach rodziny autorki i dziejach firmy prywatnej, założonej tuż po wojnie.

Autorka urodziła się w 1916 r. w Przemęczanach, w rodzinie Stefana i Marii Lipskich, ale wychowała się w domu dziadka, Romana Kowalskiego, ojca matki. Trafiła tam mając dwa latka, po śmierci matki. Dziadek był dzierżawcą majątku Bogusława Kleszczyńskiego, Radziemice, a po śmierci właściciela [1908] plenipotentem majątków: Jakubowice, Stogniowice, Polanowice, Radziemice i Skrzeszowice (trzej synowie Kleszczyńskiego, Bogusław, Edward i Józef, byli wówczas nieletni). Dziadek miał 11 swoich dzieci i po śmierci żony ożenił się ponownie, z guwernantką, Niemką, o imieniu Anna, która bardzo dobrze zajmowała się dziećmi. Zofia trafiła pod jej opiekę. Troje dzieci dziadka zmarło we wczesnym dzieciństwie, pozostali wszyscy otrzymali wykształcenie. Chłopcy ukończyli studia, a dziewczęta gimnazja.

Autorka opisuje napad bandycki, który miał miejsce, jak mieszkała już u dziadków [prawdopodobnie na początku lat 20-tych]. Jeden z bandytów uderzył dziadka w głowę i dziadek nigdy już nie wrócił do pełnego zdrowia. Bandyci zostali schwytani i skazani na karę śmierci (wyrok wykonano). Po śmierci dziadka, babcię Annę zabrała do siebie jedna z przyrodnich córek, a Zofia rozpoczęła wędrówkę po rodzinie, zarówno ze strony ojca, jak i matki. Ojciec zmarł, gdy miała 13 lat. Mieszkała w różnych okolicach Polski. Mając 15 lat dostała się do Średniej Szkoły Zawodowej w Warszawie. Była to szkoła eksperymentalna, która przygotowywała do kilku różnych zawodów. Były tam m.in. zajęcia ze stenografii, księgowości, kostiumologia, kurs kroju i szycia (zdała egzamin czeladniczy), materiałoznawstwo, także metodyka, która dawała absolwentkom prawo nauczania w szkole. Dyrektorką szkoły była Leokadia Stryjeńska. Po ukończeniu nauki, Zofia podjęła pracę w Domu Mody Braci Myszkowskich w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, a stamtąd przeniosła się do Skrzeszowic, majątku najstarszego z braci Kleszczyńskich, Bogusława. Prowadziła tam księgowość gospodarczą i całą kancelarię majątku. Drugi z braci, Józef Kleszczyński, absolwent Wydziału Maszyn Politechniki, był właścicielem majątków Stogniowice i Jakubowice. Zorganizował warsztat mechaniczny, w którym okoliczni chłopi, pod okiem fachowca, mogli naprawiać swoje maszyny, płacąc tylko za części. Trzeci z braci Kleszczyńskich, Edward, właściciel Radziemic i Czech, był w Legionach, a po odzyskaniu niepodległości oddał ze swej hodowli 40 koni dla wojska. Brał czynny udział w życiu politycznym (poseł, senator). Zmobilizował okolicznych chłopów do założenia Spółdzielni Mleczarskiej i wspomagał budowę mleczarni, zainicjował budowę szkoły podstawowej w Radziemicach i podarował pod nią ziemię. Wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim założył Stację Hodowli Roślin. Pracownicy, którzy przepracowali w majątkach Kleszczyńskich 30 lat, otrzymywali świadczenia w naturze i pobory, mogli też zamieszkać w małym folwarku pomiędzy Polanowicami i Skrzeszowicami.

Po dwóch latach pracy u Kleszczyńskich, autorka wyjechała do Krakowa, gdzie otrzymała posadę w księgowości firmy Chemimetal-Erdal, należącej do żydowskiej rodziny Liberman, która przeniosła się z Austrii, przeczuwając zamiary Hitlera. U Zygmunta Libermana, który był znany w Krakowie jako sędzia piłkarski, pracowała również dwa lata. Potem zatrudniła się w Zakładzie Leczniczo-Wychowawczym dla dzieci chorych na jaglicę w Witkowicach pod Krakowem, kierowanym przez prof. medycyny Emila Godlewskiego. Zakład był samodzielną jednostką, ale Zofia podlegała kwesturze UJ. Była sekretarką prof. Godlewskiego, a jednocześnie prowadziła kancelarię, księgowość i kasę placówki. Prof. Godlewski był wielkim społecznikiem – oprócz zakładu w Witkowicach, założył też prewentorium i sanatorium dla dzieci w Rabce.

W latach 30-tych zbudowane we wsi Czyżyny pod Krakowem Zakład Fermentacji Tytoniu, popularnie zwany Monopolem Tytoniowym, gdzie pracę znaleźli bracia Bogusław i Stanisław Szumera (późniejszy mąż autorki). Bogusław był naczelnym instruktorem uprawy tytoniu, a Stanisław kierownikiem administracji. Zofia w tym czasie pracowała w pobliskich Witkowicach, gdzie zastał ją wybuch wojny. Niemcy bardzo szybko przejęli administrację, zaczęły się masowe aresztowania, wysiedlenia, egzekucje. Po dwóch tygodniach Niemcy przysłali do Witkowic nowego dyrektora, Niemca Paula Starke, który okazał się porządnym człowiekiem. Widząc porządek w zakładzie poprosił prof. Godlewskiego, by odwiedzał go czasami i udzielał wskazówek. Ostrzegł też profesora, by nie szedł na inaugurację roku akademickiego, a ten przekazał to zaufanym ludziom. Ci, którzy nie zlekceważyli przestrogi, uniknęli aresztowania i wywiezienia do obozu. Uchronił także swoich pracowników przed masowymi łapankami, w dniu, kiedy przez Kraków miał przejeżdżać pociąg z Hitlerem, używając małego fortelu. Przyznał się Zofii, że nie jest nazistą. Trwały już w tym czasie wywózki Żydów do Oświęcimia, m.in. rodzinę Libermanów (Zygmunt Liberman został zastrzelony na miejscu, gdy stanął w obronie swej matki).

W dniu 15.08.1942 r. odbył się  ślub Zofii ze Stanisławem Szumerą, a z początkiem listopada kobieta zamieszkała z mężem w nowym mieszkaniu służbowym w Czyżynach. Mąż urodził się w 1909 r. w rodzinie Stanisława i Karoliny Szumerów, właścicieli małego majątku Barłóg i młyna nad rzeką Szreniawa, pow. Proszowice. W ich domu było 8 dzieci (4 synów i 4 córki). Dzieci były dobrze wykształcone, początkowo w szkole podstawowej w Brończycach, potem w Krakowie. Dwaj najstarsi synowie ukończyli studia: Bolesław chemię na UJ, a Stanisław Wyższe Studium Handlowe w Krakowie. Po śmierci ojca, Marian wrócił do majątku, pomagać matce w prowadzeniu gospodarstwa i młyna. Dwójka najmłodszych zdążyła przed wybuchem wojny zdać jedynie maturę. Dzieci w rodzinie Szumerów były od najmłodszych lat wdrażane do pracy w gospodarstwie.

Stanisław, po wkroczeniu Niemców do Krakowa, nadal pozostał na stanowisku kierownika administracji w Monopolu. Dyrektorem został Szubert, zwęgierszczały Niemiec, ożeniony ze zwęgierszczałą Polką z rodziny Prażmowskich. Zaś jego zastępcą był Miorini, również Niemiec, ale ten zupełnie nie interesował się pracą w Monopolu (jeździł konno i czytał gazety). Szubert był natomiast bardzo aktywny, dobry organizator i, jak się okazało, przychylny Polakom. Stanisław namówił go do zatrudnienia nowych ludzi (głównie spośród wysiedleńców z Niemiec i uciekinierów z Rosji) i zagospodarowania dwóch bloków fermentacyjnych: jeden na szatnię dla robotników, szwalnię odzieży roboczej, warsztat ślusarski i elektryczny; drugi na ambulatorium, żłobek i przedszkole. Szubert był w dobrych kontaktach z głównym zaopatrzeniowcem monopoli w Rzeszy i Gubernatorstwie. Kossek poradził mu, by sprowadził energicznego Ślązaka, Lokocza, który został zastępcą męża autorki. Wtedy postanowiono urządzić na strychu jednego z bloków fermentacji mieszkania dla rodzin Szumerów i Lokocza. Prace pod kierunkiem Lokocza postępowały bardzo szybko. Uruchomiono szwalnię, gdzie pracę znalazło 200 kobiet wysiedlonych z dawnych terenów Polski, otwarto stołówkę dla robotników. Praca w Monopolu była często azylem, ukrywało się tam wielu Żydów i wojskowych. Podczas przypadkowej łapanki aresztowano męża autorki, ale dzięki interwencji Szuberta i Lokoczego udało się go po kilku godzinach wyciągnąć. Również Zofia miała podobną przygodę. Innym razem, w połowie października 1944 r., Szubert powiadomił męża, że nazajutrz o świcie przyjedzie pociąg wiozący warszawiaków z obozu w Pruszkowie do obozu w Oświęcimiu. Dał mu 3-4 godziny na opróżnienie transportu i ulokowanie ich pod dachem. Autorka zaopiekowała się rodziną Walczuków, wzięła ich do swojego mieszkania, załatwiła im ubrania z RGO. Po kilku dniach wyprowadzili się, ponieważ znaleźli schronienie we wsi Czyżyny. Niemcy przez kilka dni wyłapywali w Krakowie warszawiaków, którzy uciekli z transportu. Wzmogły się akty terroru wobec Polaków, okupanci mordowali ludność cywilną. Zaczęli też wysyłać załogę Monopolu do kopania okopów. Rodziny i dzieci niemieckie wyjeżdżały do Rzeszy. Pod koniec grudnia Niemcy ewakuowano wojsko i urzędników. Szubert wyjechał nocą ze swoją rodziną w towarzystwie Kosska, mieli udać się do Wiednia. Stamtąd Kossek planował przedostać się na Zachód, ponieważ zakończył już powierzoną mu misję. Przed wyjazdem Szubert przekazał mężowi autorki wszystkie klucze, sugerując potrzebę zorganizowania ochrony zakładu. Stanisław namówił 50 członków załogi, by pozostali na terenie Monopolu do czasu nadejścia nowych władz.

Po opuszczeniu Krakowa przez Niemców, w okolicy pojawili się szabrownicy. Grupa napastników wdarła się na teren Monopolu i zaczęła wynosić wszystko, co mogło mieć jakąś wartość. Obrońcom udało się jednak ich przestraszyć i większość z nich uciekła w pośpiechu porzucając łupy po drodze. Gdy przyszli Rosjanie, dali do ochrony zakładu 6 polskich żołnierzy. Praca początkowo była chaotyczna, brakowało samochodów do transportu tytoniu. Po pewnym czasie komitet partii zwołał wiec, na którym wybrano Radę Robotniczą. Na jej czele stanął ślusarz. Ponieważ zima była bardzo mroźna, pracownicy zwrócili się do Rady z prośbą o sprowadzenie węgla na opał. Po tygodniu przyszło kilka wagonów węgla, który zostały rozprowadzony wśród robotników, którzy wcześniej wpłacili pieniądze. Potem przychodziły kolejne dostawy, ale robotnicy dostawali coraz mniej węgla, choć wpłacali pieniądze. Niebawem z pomocą Stanisława odkryli, że Rada z prezesem na czele sprzedawała węgiel na boku. Wtedy oszuści uciekli. Ale po kilku dniach Stanisław dostał nakaz opuszczenia mieszkania, a Walczukowa powiadomiła ich, że Rada mocno agituje przeciwko niemu, że jest wrogiem ustroju. Jej mąż, który wyjeżdżał do Gdańska (z Ministerstwa Finansów dostał polecenie zorganizowania Urzędu Skarbowego we Wrzeszczu), radził Stanisławowi, by rzucił pracę w Monopolu i wyjechał z nim, zaoferował mu pokój u siebie. Gdy namnożyły się zarzuty wobec niego, Stanisław postanowił skorzystać z propozycji Walczuka. Postanowił, że założy spółkę handlową. Przez OUL (Okręgowy Urząd Likwidacyjny) załatwił dwa samochody (ciężarowy i osobowy), wyremontował je. Za poradą Walczuka podjął pracę w Izbie Skarbowej i szukał wspólników. Sprowadził też swoją rodzinę. Przez dwa miesiące mieszkali z Walczukami, potem zajęli opuszczane mieszkanie w tej samej kamienicy, przeznaczonej dla pracowników skarbowych. Na Wybrzeże przyjeżdżało wtedy dużo rodzin ziemiańskich, którym rozparcelowano majątki, wielu Warszawiaków i ludzi z Wileńszczyzny. Ci ludzie raczej nie byli zwolennikami nowej władzy i wzajemnie. Stanisław poznał ziemianina Janusza Dowrakowskiego oraz Warszawiaków Włodka Kurka i Michała Barana, z którymi założył spółkę „Połów”, zajmującą się sprzedażą i wędzeniem ryb. Popyt był bardzo duży, więc interes rozwijał się dobrze. Wspólnicy ciężko pracowali, inwestując większość zysków w rozwój firmy (np. zakup skrzynek, beczek). Z czasem znaleźli odbiorcę na Śląsku, p. Winklera z Katowic, który bardzo szybko rozwinął na swoim terenie handel ich towarem. Dochody rosły i standard życia rodziny autorki się polepszał. Jednak prywatna inicjatywa nie cieszyła się względami u władz. Urząd Skarbowy nasyłał ustawiczne kontrole. Po zakończeniu reformy rolnej, handlowcy i badylarze znaleźli się na celowniku jako podejrzany element.

Autorka opisuje, jak pewnego razu zaginął wagon-chłodnia wypełniony rybami. Wspólnicy znaleźli go po kilku dniach na jakiejś bocznicy kolejowej, ale towaru nie udało się uratować. Firma nie dostała żadnego odszkodowania, bo PKP uznały, że straty były spowodowane siłą wyższą. Nie było sensu dochodzić swych praw w sądzie, bo sprawa była z góry przegrana ze względu na nastawienie sądów do prywaciarzy. Szykany wobec prywatnych przedsiębiorców były coraz ostrzejsze. Szumerom podniesiono znacznie czynsz za mieszkanie, a gdy nie zastosowali się do zarządzenia, wyłączono im wodę. Potem nakazano im opuścić mieszkanie. Dwa dni przed wyborami 1947 r. zażądano od męża udostępnienia samochodu ciężarowego, do rozwożenia urn do punktów wyborczych (mąż miał być kierowcą). Gdy poszli głosować, okazało się, że ich nazwisk nie ma na liście. Na balu sylwestrowym w Grand Hotelu, za barem spotkali żonę Edwarda Kleszczyńskiego, hrabinę Mieroszewską, która opowiedziała o losach męża i jego braci. Oboje starali się teraz wydostać z kraju.

Coraz trudniej było o wagony-chłodnie, które przeznaczone były tylko dla Centrali Rybnej i GS. Mówiło się o domiarach i wymianie pieniędzy. Wspólnicy postanowili założyć dodatkowa firmę – Pucka Wytapialnię Tranu, która przetrwała tylko do listopada 1949 r., kiedy sąd nakazał likwidację spółki. Mając poczucie niepewności jutra, autorka znalazła sobie lepiej płatną pracę w Zakładzie Przemysłu Mleczarskiego w Gdańsku, gdzie początkowo pracowała w Dziale Kadr, a potem w dziale BHP. Gdy zaszła w ciążę, musiała to ukrywać przed szefostwem, by nie zwolniono jej z pracy. Po urodzeniu dziecka wróciła początkowo do zakładu, ale z powodu kłopotów z zapewnieniem dziecku należytej opieki, zmieniła pracę, by móc pracować w domu. Zaczęła pracować w firmie „Tworzywo”, szyjąc prywatnym klientkom. Mąż miał ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Pracował kolejno w wojewódzkim Zakładzie Weterynarii (1950-52), w Polskim Rejestrze Statków (1952-53), a od kwietnia 1954 r. w Spółdzielni Pracy Chemików w Gdańsku. Od 1957 r. zaczęły się jego problemy z sercem. Spółdzielnia prosperowała bardzo dobrze, produkując aspirynę, która z braku maszyny formującej pastylki, była wysyłana do firmy Bayer. Potem tą samą aspirynę sprowadzano, jako zagraniczna do Polski. Później, już po przejściu męża na rentę inwalidzką, spółdzielnię przekształcono w Gdańskie Zakłady Chemii Gospodarczej „Pollena”.

Państwo Szumera jeszcze długo po zakończeniu działalności spółki byli nękani przez Urząd Skarbowy, żądając spłaty domiarów podatkowych. Ostatecznie udało się im umorzyć pozostały dług, ale nienależnych opłat im nie oddano. Gdy dzieci podrosły autorka zaczęła pracować jako nauczycielka w Zasadniczej Szkole Zawodowej, a potem w V Liceum im. Stefana Żeromskiego w Gdańsku-Oliwie. W 1966 r. przeniosła się do Państwowego Dziecięcego Sanatorium Przeciwgruźliczego. W 1976 r. przeszła na emeryturę.

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
s.l.
Opis fizyczny: 
mps., 25 s. luź.; ; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
1998
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AOII/34/PR
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Opozycji
Uwagi: 
Praca nadesłana na konkurs pod nazwą "Na marginesie: 'prywatna inicjatywa' 1945-89", ogłoszony w 1998 r. przez Ośrodek Karta i Fundację Bankową im. L. Kronenberga.
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Nośnik informacji: 
papier