b.t. [Zanim zacznę pisać…]

Autorka opisuje swoje życie w Polsce Ludowej i porównuje je do czasów po transformacji. Zaczyna jednak od historii swoich rodziców i czasów przedwojennych.

Janina urodziła się w 1925 r. w bardzo biednej rodzinie wiejskiej. Oboje rodzice byli sierotami. Gdy się pobrali, nie mieli nic. Latem mieszkali w wynajętej szopie, zimą kątek u kogoś w kuchni. Wynajmowali się do pracy u bogatych gospodarzy. W momencie urodzenia Janiny ojciec był w wojsku w Korpusie Ochrony Pogranicza w Zaleszczykach, skąd wrócił po 2 latach. Ok. 1929 r. rodzice wyjechali na Śląsk, gdzie ojciec pracował w kopalni węgla kamiennego „Kazimierz” w Porębku, pow. Będzin. Żyli biednie, ojciec zarabiał 100 zł na miesiąc. Matka dorabiała szyciem. W 1931 r. urodziła się im druga córka. Cztery lata później wrócili na wieś. Handlowali tekstyliami. W 1938 r. Janina ukończyła szkołę powszechną i chciała pójść do gimnazjum. Napisała do prezydenta Mościckiego, ale w odpowiedzi poradzono jej, żeby zwróciła się z tym do gminy. Było to dla niej wielkim rozczarowaniem. Chciała wyrwać się do miasta, pracować jako ekspedientka. Rodzice ciężko pracowali, oszczędzali na dom. W końcu w 1939 r. udało im się zacząć budowę.

31.08. ojciec został powołany do wojska i poszedł na wojnę, zostawiając żonę z dwiema dorastającymi córkami w niewykończonym domu. Nie docierały do nich żadne gazety, o wojnie wiedziały jedynie tyle, ile ktoś im powiedział. Od ojca przyszło kilka listów (z Krakowa, z Moskwy i z Londynu), potem nastąpiło milczenie. Dopiero po wojnie, w 1945 r. dowiedziały się, że umarł w Iraku na serce (miał 36 lat).  Autorka opisuje, jak sobie radziły we trzy podczas okupacji, bez środków do życia. Mając kilkanaście lat pracowała we dworze „Kępie” – była to katorżnicza praca, do tego podłe traktowanie. Potem imała się jeszcze innych zajęć, w końcu zajęła się handlem – woziła z koleżanką mąkę do Krakowa, narażając się na niemieckie rewizje. Zaczęło im się nieco lepiej powodzić. Obie wpadły podczas łapanki i zostały przewiezione do obozu w Białym Prądniku pod Krakowem. Zaprzyjaźniony policjant pomógł Janinie w ucieczce (po wpłaceniu przez matkę wszystkich oszczędności). Wróciła do domu, ale musiała uważać, by znowu nie zostać aresztowaną. Przyłączyła się do partyzantów. W ich domu był magazyn broni. W kwietniu 1944 r. zorganizowali napad na pociąg. W odwecie Niemcy spalili pół wsi, było dużo ofiar, wiele osób aresztowano, m.in. Janinę (18 l.). Siedziała w więzieniu „Montelupich” w Krakowie aż do wyzwolenia. Do domu wróciła w styczniu 1945 r.

Matka, podobnie jak wielu ludzi w tym czasie, zajmowała się pędzeniem bimbru. Pozwoliło to jej na wykończenie domu. Janina zaczęła jej pomagać w tej produkcji. We wsi mieszkało wielu Rosjan, ponieważ był tam sztab odbudowy pobliskiego tunelu. Matka postanowiła wydać Janinę za mąż. Chętnych było wielu, bo dziewczyna była ładna. Wybrany przez matkę kandydat nie przypadł jej jednak do gustu. Postanowiła udać się na Ziemie Odzyskane. W Jelenie Górze PUR (Państwowy Urząd Repatriacyjny) skierował ją do Nysy, gdzie znalazła pracę w tamtejszym PUR. Zajmowała się rejestracją przybywających ludzi ze Wschodu. Osiedlali ich w poniemieckich domach. Praca bywała niebezpieczna, nie raz ostrzeliwano ich samochód. Ale dostała zakwaterowanie i wyżywienie za darmo. Po 3 miesiącach dostała zapłatę. Gdy teren został już zasiedlony, skierowano ją do pracy w fabryce kawy, ale nie chciała tam pracować. Pojechała do Jeleniej Góry po inne skierowanie. Wysłano ją do Szklarskiej Poręby, do pracy w Domu Wypoczynkowym „Centrum”. Pracy było bardzo dużo, trzeba było robić wszystko. Ale Janina miała co jeść i gdzie spać. Po jakimś czasie dostała propozycję pracy w sklepie mięsnym. Wreszcie spełniło się jej marzenie. Było jej dobrze, zaczęła lepiej zarabiać i wysyłać pieniądze do domu. Jednak matka była na nią obrażona za ucieczkę ze wsi i niczego od niej nie przyjmowała, nie odpowiadała na listy. Pracując w sklepie poznała Roberta, młodego sierżanta, z którym później zamieszkała. Razem przenieśli się po pewnym czasie do Lubania Śląskiego, gdzie się pobrali. Robert pochodził z Wilna, tam zostali jego rodzice. Nie chcieli opuszczać rodzinnych stron. Robert, by tam wrócić, musiałby zrzec się obywatelstwa polskiego. Nie dostał nawet zgody na wyjazd na ich pogrzeb do ZSRR (ojciec zmarł w 1948 r., a matka w 1952 r.).

W Lubaniu mieszkali do 1951 r. Robert awansował do stopnia podporucznika. Janina pracowała w Związku Zawodowym Pracowników Przemysłu, w Referacie ds. Kobiecych i Socjalnych. Jeździła w teren i wysłuchiwała skarg kobiet zatrudnionych w zakładach Górnego Śląska. Gdy Robert został przeniesiony służbowo do Warszawy (do Dowództwa WOP), Janina nie była zadowolona. Miała w Lubaniu już swoje życie, pracę, którą lubiła, należała do Ligi Kobiet. Mieli duże 3-pokowe mieszkanie. Dopiero co urodził im się syn, Tomek. W Warszawie zamieszkali na Żoliborzu, w kawalerce opalanej węglem. Janina była zdruzgotana. Miasto zniszczone, wszędzie gruzy. Z pensji męża ledwo starczało na utrzymanie. Wzięła pracę chałupniczą, by dorobić trochę grosza na urządzenie się. Przyjechała do niej siostra. Po jakimś czasie matka zgodziła się, by ją odwiedzić, przestała się już gniewać. Nawet zajęła się synkiem, gdy Janina poszła do pracy w Ministerstwie Przemysłu Drzewnego i Papierniczego. W marcu 1955 r. urodziła drugiego syna, Sławka.

Jej siostra pracowała w Służbie Polsce, pomagała w odbudowie stolicy. Na jej oczach powstawały MDM, Mariensztat, Stare Miasto, budowano fabryki i huty. Ludzie mieli pracę, byli uśmiechnięci. Elektryfikowano wsie, budowano mieszkania, szkoły, zakłady pracy. Nie było żebraków. Wprowadzono obowiązek nauki i pracy.

W 1958 r. mąż dostał kolejny rozkaz przeniesienia, tym razem do Terespola. Janina nie chciała z nim jechać. Powiedział więc, że woli odejść z wojska niż jechać do Terespola. Został zwolniony. Podjął pracę kadrowego w spółdzielni i zapisał się do wieczorowego Technikum Ekonomicznego. Po jego ukończeniu dostał pracę w Centralnym Biurze Opracowań Technicznych jako ekonomista, gdzie pracował aż do śmierci w październiku 1989 r. (63 lata) Janina również uczyła się wieczorowo, by zdać maturę. Pracowała wówczas w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej jako inspektor. Oboje wcześniej mieli tylko szkołę podstawową. Później Janina, mając już 47 lat, skończyła jeszcze 3-letnie studia na Wydziale Prawa i Administracji. W Prezydium pracowała do 1975 r., potem w ramach reorganizacji przeniesiono ją do Hotelu Orbis-Bristol. Zarządzała tam zespołem składającym się z 50 kobiet. Popadła w konflikt z dyrekcją, w wyniku którego została zwolniona. Sąd przywrócił ja jednak do pracy i pozostała na swym stanowisku aż do emerytury w 1981 r.

Autorka pisze także o swoich synach. Starszy, Tomek, został szermierzem, ale w wyniku kontuzji musiał pożegnać się ze sportem. Nie wiedzie mu się najlepiej, po transformacji został zwolniony  grupowo bez prawa do zasiłku. Sławek  skończył Technikum Samochodowe. Siostra wszyła za mąż, adoptowali syna. Matka zmarła w 1989 r. w styczniu, mąż Janiny w październiku.

W dalszej części tekstu autorka porównuje życie w PRL-u i w nowej Polsce. W jej opinii porównanie to wypada korzystniej na rzecz PRL. Należała wtedy do PZPR. Żyło jej się nie najgorzej, stać ich było na kino, teatr, restaurację. Oboje wyjeżdżali do sanatorium, dzieci na kolonie. Dostali mieszkanie w nowym budownictwie, talon na „Syrenkę”. Była praca, nie było żebraków, bezdomnych. Przed wojną była bieda, brud i choroby. Po wojnie wszystko się zmieniło radykalnie. Naród został wyzwolony spod rządów obszarników i fabrykantów. Zlikwidowano analfabetyzm. Leczenie za darmo, środki czystości dostępne, lekarstwa tanie. Dużo się budowało. Elektryfikacja wsi. Zakłady pracy organizowały wycieczki krajoznawcze dla swoich pracowników, po Polsce i krajach socjalistycznych. Były sanatoria, kolonie i wczasy za darmo. Kina i teatry dostępne dla wszystkich.

Gdy powstała „Solidarność”, Janina się do niej zapisała. Nie bardzo się tym interesowała, chciała spokoju. Uważała że „S” wywalczy lepszy byt dla wszystkich,  ale długotrwałe strajki nic dobrego nie wróżyły. Nie było produkcji, kraj popadał w biedę. Dlatego wprowadzenie stanu wojennego przywitała z nadzieją, że zrobiono to po to, by ludziom żyło się lepiej.

Bardzo krytycznie jednak ocenia przemiany po 1989 r. PRL przekształcono w kraj miliarderów i nędzarzy. Zniszczono zakłady pracy, majątek narodowy sprywatyzowano za bezcen. To co ludzie budowali prze 45 lat, dostało się w ręce „przedsiębiorczych”. Jest duże bezrobocie, ludzi nie stać na lekarstwa, szpitale ledwo egzystują, brakuje żłobków i przedszkoli. W sklepach pełno towaru, ale nie ma za co go kupić. Wszystko drożeje w szybkim tempie. Jej oszczędności po śmierci męża „zżarła” inflacja. Boi się, co będzie jak zachoruje, za co wykupi lekarstwa.

Kwitnie tylko przestępczość i oszustwo. „Desant gdański” prywatyzuje wszystko. W prywatnych zakładach ludzie tracą pracę z dnia na dzień, nie mają osłon socjalnych. Dużo bezdomnych. Trzeba było poprzedni ustrój zmienić, ale nie w ten sposób. PRL było może złe, ale nie tak tragiczne, jak teraz. MO nie było tak skorumpowane jak teraz Policja. Indywidualne osoby kradną miliardy i nie ma na nich kary. Członkowie zarządów spółek zarabiają kilkanaście razy tyle, co robotnicy. Całe rodziny rządzą, biorą, dokąd jest, potem idą do następnej spółki, a robotnicy na bruk. Rodziny są skłócone. Rodzice pracują od rana do nocy, nie mają czasu dla dzieci. Więzy rodzinne coraz słabsze.

Autorka zastanawia się jak będzie wyglądała Polska za kilka lat, czy ktoś położy kres temu złu. Brak nadziei na lepsze jutro. Ludzie są zagubieni, poniżani. Zabrano nam wszystko: patriotyzm, dumę, pracę, naukę, osłony socjalne. Dano nam: nędzę, miliarderów. Tęskni za życiem w PRL-u.

 

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
Warszawa
Opis fizyczny: 
rps., 40 s. luź.; ; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
rękopis
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
1994
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AO 99
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Opozycji
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Rodzaj zasobu: 
Archiwum instytucji
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier
Typ zasobu: 
pamiętnik/wspomnienia