Czasy wielkiego handlu

Autorka opowiada o wyjazdach w celach handlowych w czasach PRL-u.

Pierwsze doświadczenia autorki z tego rodzaju handlem były raczej nieśmiałe. Słyszała, że ktoś coś kupił, potem korzystnie sprzedał, ale początkowo uważała, że to jej nie dotyczy. Ludziom z wyższym wykształceniem to nie przystoi. Kiedy wybrali się na wycieczkę zakładową do Czech (w pasie przygranicznym), byli jedynymi, którzy poszli w góry. W drodze powrotnej na miejscu zbiórki okazało się, że ich koledzy już odjechali, zabierając ze sobą spory przemyt na ich konto. Musieli sami dotrzeć do granicy, a potem do domu. Potem była wycieczka na Węgry. Jej towarzyszka podróży namówiła ją, by zabrała ze sobą po dwa prześcieradła i ręczniki oraz kilogram „krówek”. Cukierki sprzedała na Słowacji, za zarobione pieniądze kupiła sobie kostium kąpielowy. W Budapeszcie na autobusy turystyczne czekały miejscowe kobiety. Błyskawicznie dokonano transakcji. Dochód poszedł na ubrania dla siebie i rodziny. W Polsce taką odzież można było kupić tylko w komisach za duże pieniądze. Bariera psychologiczna została częściowo przełamana. Potem wyjeżdżała na wycieczki z całą rodziną. Jeździli „Syreną”, która okazała się samochodem bardzo wytrzymałym. W tym czasie wprowadzono wkładki paszportowe, które umożliwiły poruszanie się po KDL (Krajach Demokracji Ludowej). Za każdym razem trzeba było stać w kolejce w biurze paszportowym MO, czasem nawet dwie doby. Początkowo na pokrycie kosztów podróży brali pożyczki w kasie zapomogowo-pożyczkowej. Dawano wtedy czeki, pozwalające na wymianę w dowolnym kraju KDL. Powodziło im się coraz lepiej. Podpatrywali innych, którzy handlowali na całego. Dowiadywali się co zabrać i gdzie sprzedać. Zabierali ze sobą drobne ilości towaru, np. kremy Nivea, „perłowe” szminki, majtki, koszule nocne, itp. Potem zaczęli brać ze sobą papierosy, choć nie palili. Z czasem zabierali nieco więcej niż było dozwolone. Kupowali dolary i przewozili pod bielizną. To był kapitał do dalszego obrotu. Kupione w Pewexie za rzeczy można było wywieźć bez cła. Najczęściej były to dżinsy i kryształy. Towarzyszył im strach.

W końcu dostali prawdziwe paszporty. Mogli wyjeżdżać do innych krajów, np. Turcja, Grecja, Jugosławia. Za każdym razem coś kupowali i sprzedawali. Zawsze też zwiedzali (muzea, zabytki). Jeździli również do ZSRR – handel tam był opłacalny, ale niebezpieczny, bo tamtejsze tajne służby robiły wszystko, żeby kogoś dopaść. Polscy celnicy na ogół przymykali oczy na umiarkowane handlowanie. Najgorsze były „ruskie” celniczki, odbijały sobie na nich własne kompleksy, biedę. Rumuni początkowo byli przyzwoici, potem zaczęli się domagać łapówek. Obrzydliwi byli NRD-owcy, wymyślali dziwne i nieprzewidywalne trudności, szykanowali Polaków z czystej nienawiści.

Niektórzy „przemytnicy” potrafili w czasie jednej podróży zwiększyć swój wkład finansowy cztero- a nawet pięciokrotnie. Byli też tacy, na ogół ludzie w średnim wieku, którzy bali się większego ryzyka, ale i tak się opłacało. Do nich należała Anna i jej bliscy.

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
Lubin
Opis fizyczny: 
mps., 4 s. luź.; ; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
1989
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AOII/31/PR
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Opozycji
Uwagi: 
Praca nadesłana na konkurs pod nazwą "Na marginesie: 'prywatna inicjatywa' 1945-89", ogłoszony w 1998 r. przez Ośrodek Karta i Fundację Bankowa im. L. Kronenberga.
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Nośnik informacji: 
papier
Typ zasobu: 
pamiętnik/wspomnienia