Moje Zaścianocze Nr 168 Rodzina Mazurów (3 km od Trembowli)

Tekst opisuje losy rodziny Mazurów z Kresów Wschodnich. Autorka urodziła się w Winnipeg w Kanadzie, ale wychowała się w Zaścianoczu k. Trembowli na Podolu. Opowiadanie swe zaczyna o obszernego opisu zagrody dziadków, domu, w którym mieszkała z rodzicami i dwoma starszymi siostrami (nauczycielkami). Rodzice byli dość zamożni, mieli służbę i ludzi do pracy w gospodarstwie. Poznajemy też malowniczą okolicę, przepiękne krajobrazy, zamek, rzekę Syret, lasy pełne grzybów. W latach 30-tych było to miejsce letnich wypadów mieszkańców Lwowa, Tarnopola, Krakowa i innych dużych miast. Autorka wspomina przyjeżdżających tam studentów i harcerzy, ogniska i śpiewy. Latem obozowali tam również cyganie. Ten sielski obrazek brutalnie przerwała wojna. 17 września wkroczyli Sowieci, zapanował niepokój, co będzie. Ukraińcy i Żydzi witali ich z kwiatami. Wieczorem przyszedł sąsiad (Paweł Czajkowski) i ostrzegł ich by nie spali tej nocy w domu. Schowali się w polu, między grządkami. W nocy przyszli Ukraińcy, zrabowali, co się dało, a dom zdemolowali. Zabili też naczelnika poczty. Zaczęły się aresztowania, NKWD przychodziło w nocy do domów i zabierali całe rodziny, wywozili je do Rosji. Najgorszy był rok 1940. Banderowcy bestialsko mordowali Polaków. Latem sąsiad ponownie ostrzegł Mazurów, że ich nazwisko jest na liście NKWD do wywiezienia na Sybir (z datą 5 lipca). Zaczęły się gorączkowe narady, przygotowania do ucieczki. Ale 3. lipca przyszli Niemcy. Część domu zajmuje sztab niemiecki, reszta staje się schronieniem dla Polaków. Uniknęli wywózki na Syberię, ale zaczęła się kolejna gehenna. W dzień Niemcy łapią i wywożą do Niemiec, w nocy grasują Ukraińcy i mordują Polaków. Przez całą okupację nie mogli spać w swoim domu, ciągle się tułając, żyjąc w nieustannym strachu. Autorka opisuje oblężenie poczty przez banderowców. Ukryło się tam kilkunastu Polaków. Ukraińcy całą noc ostrzeliwali budynek, w końcu go doszczętnie spalili. Polacy na szczęście się uratowali, chowając się w piwnicy. Gdy terror się nasilił, wiosną 1945 r. rodzina Mazurów uciekła do Trembowli. Wtedy zaczęło się przesiedlanie Polaków na Ziemie Odzyskane. Ukraińcy nie czekali na ich wyjazd, mordowali w okrutny sposób tych, co nie zdążyli uciec. Stanisława i jej siostra Eugenia Kusztra wraz mężem wyruszają z transportem kolejowym. Reszta rodziny zostaje, nie starczyło dla nich miejsca. Wagony towarowe, pozbawione dachów, jest zimno i panuje głód. W nocy pociąg staje w Czarnym Lesie koło Tarnopola, roi się tam od banderowców, którzy przez całą noc ostrzeliwują pociąg. Autorka opisuje 3-tygodniową podróż na Zachód. Czasem mijali pociągi w drugą stronę, spotykali znajomych, wracających z niewoli niemieckiej – nic nie wiedzieli o repatriacji.

Wreszcie transport dociera do Koźla, tuż za frontem. Tam Sowieci wyłapują i wywożą do Donbasu. Młodych zamykają w dawnym więzieniu i każą im pracować. W końcu Stanisława ucieka i znajduje mieszkanie. Ciągle słychać odgłosy frontu. Ksiądz Butra ostrzega ich, żeby uciekać, bo Niemcy mordują Polaków. Jest kwiecień 1945 r. Znajdują schronienie w Kluczborku, szukają mieszkania. Ostrzeżono ich przed Sowietami, którzy rabują i gwałcą kobiety. Siostra, która była w ciąży już w transporcie, poroniła. Lekarz z trudem wyratował ją od śmierci.  Kończy się wojna. Powoli zaczyna się urządzanie, szukanie mebli, wyposażenia. Powstaje szkoła, kościół. Szwagier zakłada sklep. W grudniu 1945 r. przyjeżdżają do Kluczborka rodzice i siostra Jula. Stanisława idzie do gimnazjum we Wrocławiu, mieszka w bursie. Spotyka tam swoje koleżanki z Trembowoli. Dziewczęta uczą się intensywnie, nadrabiają lata wojny. Siostry nie chcą uczyć marksizmu w szkole, zajmują się więc handlem. Po maturze Stanisława idzie na medycynę, koleżanki też zaczynają studia. Po dwóch latach Stanisława odmawia głosowania na Bieruta. Sugerują jej, że nie dostanie dyplomu na koniec studiów. Zapada decyzja o wyjeździe. Wraz z siostra Julą, udają się statkiem Stefan Batory do Nowego Jorku, a stamtąd pociągiem do Winnipegu.

Rok 1948 witają już w Kanadzie. W lutym Stanisława poznaje swojego przyszłego męża, Adolfa Krzywdzińskiego, byłego żołnierza Armii gen. Andersa. Odwiedził ich, gdy dowiedział się, że są z Trembowli. On też stamtąd pochodził. W 1939 r. bronił Lwowa (6 PAC), w 1940 r. aresztowany przez NKWD i wywieziony do Rosji. Uciekł z łagru i wstąpił do Polskiego Wojska. Następnie przez Persję, Iran i Irak przedostał się do Włoch, gdzie walczył pod Monte Casino. Tam został ranny. Uciekł ze szpitala, by wrócić na front. Po zakończeniu wojny jedzie do Szkocji, a w 1947 r. emigruje do Kanady. Pracuje w CNR. W grudniu 1948 r. poślubia Stanisławę, a rok później rodzi im się córka, Irena. W tym czasie odnajduje ich narzeczony Juli, Władysław Jakiełła, ułan 9. Pułku w Trembowli, obrońca Warszawy z 1939 r. Młodzi pobierają się w styczniu 1950 r i wkrótce rodzą się im dzieci (Janusz i Danuta). Rodziców i drugą siostrę wraz z rodziną sprowadzają do Kanady po 10 latach.

Swe wspomnienia autorka kończy pisząc o swoich wnuczkach Joli i Kazi. Były wychowywane przez nią i jej męża w duchu polskości, znają język ojczysty, pieśni i tańce narodowe, należały do harcerstwa. Dziadkowie zabrali je także do Polski. Oboje z mężem należą do Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Stanisława pisze wiersze i relacje do różnych czasopism, nawołując, by Polacy upomnieli się o Kresy.

 

Miejsce powstania: 
Winnipeg / Kanada
Opis fizyczny: 
rps., 17 s. luź.; ; 28 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
rękopis
Język: 
Polski
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
1993
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
P 96
Tytuł kolekcji: 
Pamiętniki emigrantów
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Data dzienna: 
niedziela, Marzec 21, 1993
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Nośnik informacji: 
papier