Pozostawieni na pastwę losu…

Autorka opisuje zesłanie na Syberię. Przed wojną mieszkała z rodzicami i dwoma braćmi w miejscowości Majdan Górny, pow. Nadwórna, woj. Stanisławów. Ojciec, Piotr Bodnar, był gajowym (mieszkali w leśniczówce) i zamiłowanym bartnikiem (posiadał dużą pasiekę – ok. 50 uli). W momencie wywózki, która nastąpiła 10.02.1940 r., autorka miała 8 lat. Została zabrana z domu razem z ojcem i młodszym bratem. Matki nie było wtedy w domu, a starszy brat (Stanisław, 17 lat) poszedł po nią – oboje uniknęli zesłania, ukrywali się u znajomych, a po wyzwoleniu wyjechali na Śląsk, do Warciszowa, k. Kamiennej Góry. Matka w tym czasie była w ciąży, w maju urodziła córeczkę, którą autorka zobaczyła dopiero po wojnie. Autorka dokładnie opisuje aresztowanie i potem transport w bydlęcych wagonach, trwający ok. miesiąc. Deportowani to byli głównie inteligencja, ale sporo było też bogatych Żydów. Miejscem docelowym była Ratianka, rejon mednagorski, obłast Czkałów, gdzie znajdowała się kopalnia rud żelaza. Zostali zakwaterowani ogrodzonym drutem kolczastym łagrze, po trzy rodziny w jednej lepiance. Wszyscy zdolni do pracy, w tym młodzież od 15 lat, zostali skierowani do pracy w kopalni, ojciec Danuty także. Dzieci po roku pobytu zaczęły chodzić do rosyjskiej szkoły, gdzie były indoktrynowane ideologicznie. Jednak po potajemnie zorganizowanym przez rodziców przedstawieniu „Krakowiaków”, zakazano im chodzić do szkoły.

Gdy ojciec ciężko zachorował po pracy w kopalni, został przeniesiony do oddalonego o 40 km od Rakitianki sowchozu, pracował jako stróż obory i pastuch. Było to po podpisaniu porozumienia Sikorski-Stalin. Cała rodzina się tam przeprowadziła. Kupili kozę, by było mleko dla dzieci. Zbierali też różne rośliny jadalne, czy kłosy po żniwach. Gdy Niemcy podeszli pod Moskwę i Stalinogród, wszystkich mężczyzn zabrano do kopania okopów. Dzieci zostały same bez opieki. Autorka miała wtedy 10 lat i przez cały rok musiała przejąć obowiązki osoby dorosłej. Za zgodą komendanta łagru podjęła pracę. Najpierw roznosiła pocztę obozową, potem pilnowała dzieci w żłobku, zbierała ziemniaki. W pewnym momencie głód tak im doskwierał, że Danuta namawiała brata, żeby się razem utopili w rzece. Ojciec wrócił ciężko chory na malarię, dopiero po długim czasie chinina postawiła go na nogi. Gdy wyzdrowiał, wrócił do pracy w oborze. W tym czasie zorganizowano tajne nauczanie, komplety prowadziła pani Wasylczuk.

Na zesłaniu pozostali do końca kwietnia 1946 r. Po kilku tygodniach podróży dotarli przez Przemyśl do Poznania, a następnie do Karlina, gdzie rozwiązano transport. Za namową pani Wasylczuk udali się do Siemyśla, gdzie mieszkali ok. rok. Ojciec dostał posadę gajowego w Gościnie, a potem we Wrzosowie. Ojciec poszukiwał przez ten czas matki przez ogłoszenia w gazecie. Znalazła się na Śląsku, gdzie mieszkała u starszego syna. Po odnalezieniu rodzina połączyła się we Wrzosowie. Autorka ukończyła tu szkołę średnią, potem dostała nakaz pracy w Gryfinie, a później w Kołobrzegu, gdzie zamieszkała na stałe. W 1958 r. wyszła za mąż.

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
s.l.
Opis fizyczny: 
mps., s. 45-50 luź.; fot.; 30 cm
Postać: 
luźne kartki
Technika zapisu: 
maszynopis
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
2026
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AWII/1852
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Wschodnie
Uwagi: 
Tekst ze zbioru relacji, zebranego przez dr Andrzeja Krawczyka, zatytułowanego „Kołobrzescy Sybiracy” (powstał w dwóch egzemplarzach). Nadesłany przez Bronisława Zgoła (Zgołę)z Kołobrzegu na konkurs „Wschodnie piętno najnowszej historii Polski”, ogłoszonym w 1989 r.
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Nośnik informacji: 
papier
Typ zasobu: 
relacja