Przez deportację do wolności

Autorka opisuje losy swojej rodziny, deportowanej z Oszmiany w głąb ZSRR.

Od 17 września do czerwca 1941 r. odbyły się cztery wywózki Polaków: do Kazachstanu, na Syberię i do Kirgizji. Objęły głównie działaczy politycznych, inteligencję, ziemian, osadników i urzędników państwowych wszystkich szczebli wraz z rodzinami. Mężczyzn, głowy rodzin, osadzono w więzieniach a kobiety z dziećmi deportowano w wagonach towarowych. Celem było wysiedlenie Polaków mieszkających na Wschód od rzeki Bug.

Autorka wraz z matką i rodzeństwem została wywieziona ostatnim transportem w dniu 20.06.1941 r. Ojciec trafił do więzienia i wszelki słuch o nim zaginął. Dopiero po wojnie dowiedzieli się, że wszystkich ojców z wywiezionych rodzin zamordowano na drugi dzień po ich deportacji. 

W tekście opisuje moment wywózki i warunki transportu, podaje nazwiska osób, które razem z nimi były deportowane. Po 21 dniach transportu dowieziono ich do Borowlanki k. Bijska w Ałtajskim Kraju. Stamtąd rozwożono ich do uczastoków. Uczastok 15, do którego trafiła rodzina autorki, znajdował się głęboko w lesie. Składał się z ok. tuzina domów, sklepu, świetlicy oraz łaźni. Dookoła były lasy i mokradła, w których roiło się od komarów, powodujących malarię. Zesłańcy pracowali w lesie – mężczyźni ścinali drzewa, a kobiety budowały drogę. Wynagrodzenia za pracę nie otrzymywali, bo po rozliczeniu kosztów ich pobytu musieli jeszcze dopłacać za zakwaterowanie. Snastinowie zamieszkali w świetlicy, gdzie nie było nawet kuchni – musieli gotować na dworze. Mieszkali tam również Rosjanie, których przywieziono tam w latach 30-tych ze wschodniej Ukrainy. Sami musieli sobie wówczas zbudować domy. Nie pozwalano im na kontakty z Polakami. We wrześniu 1941 r. ktoś przywiózł z Bijska gazetkę z wiadomością o porozumieniu Sikorski-Majski i o amnestii dla Polaków. Spotkał polskiego oficera w mundurze Armii Andersa, który radził wszystkim, żeby udali się na południe ZSRR, żeby być bliżej tworzącej się armii. Grupie Polaków udało się opuścić uczastok 1.11.1941 r., po miesięcznym pobycie. Znowu jechali „ciepłuszkami”, ale nie byli już zamknięci. Gdy dojechali do stacji Białowodsk, doświadczone matki sprzeciwiły się wywiezieniu ich do dalekiego kołchozu. Udało się, że zostali na miejscu. Chłopcy pracowali przy załadunku buraków, a dziewczęta przy kopaniu ziemniaków. W marcu następnego roku udali się do Ługowaja, by stamtąd wyjechać razem z rodzinami wojskowych do Persji. Koczowali przy stacji kolejowej, szykanowani przez władze. Po Wielkanocy znaleźli kwaterę, z Placówki Polskiej otrzymywali żywność, były to w większości produkty angielskie. Sprzedawali to, co zostało z przywiezionych rzeczy. Chodzili na stację, by spotkać znajomych wracających z łagrów i więzień. Pracowali ciężko w polu. Zawsze byli głodni, brakowało im chleba. Szerzyły się choroby: malaria, tyfus brzuszny i plamisty.

Na przełomie lipca i sierpnia 1942 r. przyjechał po nich pociąg, już nie „ciepłuszki” tylko pulmany. Przeładowany zbierał po drodze Polaków z różnych stacji od Ługowaj do Samarkandy. Celem podróży był Krasnowodsk, port nad Morzem Kaspijskim, skąd zabrał ich statek do Pahlewi w Persji. Tej podróży towarzyszył ciągły strach, dopóki byli na terenie ZSRR, wszystko się mogło jeszcze zdarzyć. Wsiadając na statek musieli oddać radzieckie dokumenty, a także wszystkie ruble. Już w Pahlewi Anglicy otoczyli ich troskliwa opieką, zadbali o ich zdrowie, a potem w Teheranie także o edukację młodzieży. Po krótkim pobycie w Iranie mieli wybór wyjechać do ówczesnych kolonii brytyjskich. Rodzina autorki wybrała Indie. Znaleźli się w stałym osiedlu Valivade, na południe od Bombaju, gdzie spędzili 5 lat, aż do wyjazdu do Anglii. Osiedle to składało się z setek specjalnie dla nich zbudowanych bloków mieszkalnych. Mieli własne szkoły, szpitale, przychodnie i kościoły, działała też organizacja harcerska. Wiadomości o tym, co się dzieje na świecie, czerpali z radia BBC. Po zakończeniu wojny namawiano ich do powrotu do kraju, ale niewiele osób z tego skorzystało. Dla Snastinów nie miało to sensu, bo ich rodzinne strony należały już do ZSRR. W styczniu 1948 r. dotarli do Tilbury. Dużo czasu im zajęło przyzwyczajenie się do angielskiego chłodu. Ale pobyt w Anglii autorka wspomina ciepło. Mieli możliwość studiowania na angielskich uniwersytetach. Z czasem ludzie zaczęli sobie układać życie, zawiązywały się małżeństwa. Jedni kupowali domy, zakładali swoje firmy, inni szukali swego szczęścia emigrując do innych krajów: Australii, Argentyny, Brazylii, Stanów Zjednoczonych. Autorka wyjechała do Stanów w 1952 r., parę miesięcy później dołączyła do niej matka, a potem siostra z mężem. Starszy brat założył już swoją rodzinę w Anglii i tam został, zaś najstarszy został w Polsce.

Autor/Autorka: 
Miejsce powstania: 
s.l.
Opis fizyczny: 
druk, s. 36-45 oprawione; ; 20 cm
Postać: 
inne
Technika zapisu: 
druk
Język: 
Polski
Miejsce przechowywania: 
Dostępność: 
tak
Data powstania: 
2026
Stan zachowania: 
dobry
Sygnatura: 
AWII/1298 cz.I
Tytuł kolekcji: 
Archiwum Wschodnie
Uwagi: 
Ze zbioru „Ich losy” cz. I, oprac. J. Hryniewicz, Gdańsk 1990 (losy wychowanków i absolwentów Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Oszmianie 1939-1945). Oprawione w twardą okładkę.
Słowo kluczowe 1: 
Słowo kluczowe 2: 
Słowo kluczowe 3: 
Osoba, której dotyczy treść.: 
Rodzaj zasobu: 
Kolekcja
Główne tematy: 
Losy Polaków z Wileńszczyzny - deportacja, pobyt na Syberii, szlakiem Armii Andersa, emigracja do Anglii, a potem do Stanów Zjednoczonych.
Nazwa geograficzna - słowo kluczowe: 
Zakres chronologiczny: 
Od 1941 do 1952
Nośnik informacji: 
inne
Typ zasobu: 
pamiętnik/wspomnienia